poniedziałek, 4 marca 2013

Święta, święta i po świętach. Jednak do domu dalej nie wrócimy, samoloty już latają ale brak miejsc. Wojtek z Piotrkiem znaleźli jakieś 2 wolne bilety i dzisiaj lecą do domu, a my zostajemy tu do ferii to sobie jeszcze poczekamy. Dzisiaj wlokłyśmy się z łóżek dość wcześnie, bo musimy odprowadzić chłopaków na lotnisko. Ja poszła z Wojtkiem do jego mieszkania po rzeczy. Nie chcieliśmy się żegnać sylwester spędzimy osobno, ale mama Wojtka uparła się żeby przyjechał a była chora więc nie miał serca jej odmówić, rozumiałam go na jego miejscu postąpiłabym tak samo. Wzięliśmy jego rzeczy, które były ładnie spakowane w walizkę i ruszyliśmy na lotnisko, po drodze doszli do nas Piotrek z Martyną. Potem czas na pożegnanie co było najgorsze, wtulone w nich stałyśmy bez ruchu, nie chciałyśmy się żegnać ale nie było już wyjścia. Przez mikrofon powiedzieli, że samolot odlatujący do Wrocławia czekaj na pasie 4 i pasażerowie proszeni są o wsiadanie. Buziak i poszli, my jeszcze przez chwilę postałyśmy i udałyśmy się w stronę wyjścia.
Szłyśmy chodnikiem, oczywiście zagadałyśmy się i przestałyśmy zwracać uwagi czy ktoś idzie na przeciwko. Po raz kolejny ja niezdara wpadłam na Kubiaka.. Nie wiem kiedy, w pewnym momencie poczułam ciepły napój na mojej kurtce.
-No ku*wa... Przepraszam, zagadałyśmy się..-po raz drugi prawie spaliłam się ze wstydu. Jego koledzy stali i śmiali się, kiedy on szukał chusteczek po kieszeniach.
-Nie no ja też przeprasza, wiesz drugi raz to już przeznaczenie, a nie przypadek.-zareagował dość dziwnie już byłam gotowa, że będzie coś marudził albo jeszcze gorzej, że zacznie się drzeć. A tu tak spokojnie, z uśmiechem na twarzy. Na jego słowa odpowiedziałam nieśmiałym uśmiechem.
-To może daj mi swój numer telefonu i zadzwonię może wybierzemy się na kawę-mówił dalej, a na moich policzkach pojawiły się duże czerwone rumieńce. Podyktowałam mój numer i obiecałam, że będę pilnować telefonu. Do bursy szłam z telefonem w ręce, wciąż śmiejąc się z Martyną.
-Ty ale z kim on tam był, bo ja nie ogarnęłam
-Z Kurkiem, Bartmanem i chyba Igłą-powiedziała Martyna, a zaraz po jej słowach rozległ się głos dzwoniącego telefonu.
-Tak słucham-powiedziałam lekko przestraszonym głosem.-No dobrze, to jutro o 18 zapamiętam, do zobaczenia.-rozmowa nie trwała długo ale byłam po niej taka radosna. Jutro o 18 idziemy na kawę do kawiarenki, gdzie pierwszy raz na siebie wpadliśmy. Jednak takich telefonów nie powinno  dostawać się wieczorem, bo pół nocy gadałyśmy z Martyną, potem ona padła a ja spałam chyba z jakąś godzinkę.
                                ----u Patrycji----
Od mamy nie było jakiś większych kazań, powiedziała tylko że jest jej przykro że ją okłamuję. Ja obiecałam, że następnym razem będę mówić jej tylko prawdę i jakoś się obeszło. Plany na sylwestra już są, jedziemy z Marcinem do Karpacza. Domek już zarezerwowany, tak się cieszę z tego wyjazdu. Mam nadzieję, że między nami się polepszy, bo troszkę się sypie. Kłócimy się o głupoty, czasem zastanawiam się czy jest sens to ciągnąć.