sobota, 13 kwietnia 2013

I nadszedł sylwester.  Pobudka o 13 bo po co wcześniej, i pierwsze pytanie
-co robimy wieczorem?- wymamrotała Martyna udając się do łazienki.
-bo ja wiem, może do tego klubu czekaj jak on się nazywał  "Se One London" czy jakoś tak-powiedziałam  zaspanym głosem.
-no dobra-Martyna powiedziała i weszła do łazienki a ja wzięłam się za ścielenie łóżek, potem kiedy obie już się ogarnęłyśmy poszłyśmy na obiad. Stołówka jak zawsze pełna, miejsca pozajmowane, wzięłyśmy nasze porcje i dosiadłyśmy się do jakiś chłopaków, szybko zjadłyśmy i wróciłyśmy do siebie. Miejsce na wieczór mamy ale w co się ubrać. Cała zawartość naszych szaf wylądowała na podłodze. 3 razy przeglądałyśmy ubrania aż w końcu wybrałyśmy. Ja postawiłam na sukienkę w kolorze zgniłej zieleni, do tego szare szpilki i turkusowe dodatki. Martyna włożyła czarną sukienkę ze złotymi ćwiekami, a dodatki były również w kolorze złotym. Kolejna rzecz zaplanowana, obie miałyśmy proste włosy i trochę mocniejszy makijaż niż zwykle. Jak na razie noc zapowiadała się ciekawie, wiedziałyśmy, że będzie brakować nam chłopaków ale nie będziemy siedzieć całą noc w pokoju. Po drodze wstąpiłyśmy do sklepu żeby kupić szampana, i do klubu. Przed drzwiami zastała nas niezbyt miła niespodzianka, napakowany pan grzecznie nam oznajmił że impreza jest zamknięta. Super stałyśmy przez chwilę nie wiedzą co teraz będziemy robić a pan dodał, żebyśmy nie blokowały kolejki bo i tak nas nie wpuści. Już ruszyłyśmy się do odejścia, jednak zza naszych pleców usłyszałyśmy znajomy głos "SPOKOJNIE ONE SĄ ZE MNĄ" teraz już całkiem nie wiedziałyśmy o co chodzi. Odwróciłyśmy się a panem, który jest właśnie naprawił nam totalne rozwalenie wieczoru był nikt inny jak Michał Kubiak ze swoimi dwoma kolegami Bartoszem Kurkiem i Zbyszkiem Bartmanem. Zdziwienie było nie do opisania. "No co tam stoicie wchodzimy" dodał Michał, złapał mnie w pasie i weszliśmy do klubu gdzie znajdowała się chyba cała reprezentacja polskich siatkarzy, od teraz uśmiech i zdziwienie nie schodziło z naszych twarzy.
-Dlaczego to zrobiłeś ?- zapytałam kiedy siedzieliśmy przy barze
-A dlaczego miałbym tego nie robić ?- powiedział a potem puścił oczko do Kurka siedzącego obok Martyny.
-Wiesz wpadłam na Ciebie dwa razy po czym rzuciłam kilka niemiłych słów-po tych słowach na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
-Powiedzmy, że już o tym zapomniałem-był taki miły a mi dopiero teraz zrobiło się tak strasznie głupio. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, jednak po chwili Kubiak zaprosił do tańca nie wypadało odmówić, widziałam jak Martyna w najlepsze bawi się z Bartkiem więc tym bardziej czemu nie. Bo dobrej godzinie tańczenia nie tylko z Michałem, postanowiliśmy chwilkę odpocząć, usiedliśmy na naszych miejscach i zamówiliśmy drinki. Do północy została nie cała godzina.
-To nie twój telefon dzwoni ?- zapytała Martyna, rzeczywiście to on pomyślałam, że to pewnie rodzice może  chcą zapytać jak się bawię albo dzwonią już  z życzeniami. Jednak to nie byli oni jakiś obcy numer szybko poszłam do łazienki bo w tym hałasie nic nie słyszałam. Jakaś kobieta mówiła wolno ale w jej głosie było słychać zdenerwowanie. Co chwilę robiła przerwy i łapała oddech. "Tutaj ciocia Wojtka, bardzo mi przykro on wraz ze swoim kolegom Piotrem lecieli do was do Londynu iiii..-przez chwilę zapadła cisza- samolot miał wypadek nie wiadomo ile osób przeżyło a ile zmarło, więcej wiadomości będzie na lotnisku.- Kiedy skończyła wybuchła płaczem, ja również. Osunęłam się na ziemię a łzy spływały rozmazując makijaż. Nie mogłam tak siedzieć wybiegłam z toalety, oni siedzieli przy stoliku, śmiejąc się i żartując widziałam wielki uśmiech na twarzy Martyny wiedziałam, że przez jakiś czas go nie będzie więc stałam przez chwilę, patrząc i coraz bardziej docierała do mnie wiadomość, że jego ciocia nie żartowała, to wszystko prawda. Płakał jeszcze bardziej. Podeszłam do stolika głowę miałam schyloną w dół.
-Martyna...-próbowałam się opanować żeby jej powiedzieć-musimy jechać na lotnisko.
-Chłopacy przyjechali? -powiedziała, ale kiedy zobaczyła że łzy spływają mi z oczu zbladła.
-Mieli przyjechać.. Samolot miał wypadek nie wiadomo kto przeżył musimy szybko jechać na lotnisko.-ona też się rozpłakała.
-Michał przeprasza za kłopot i dziękuję. - powiedziałam i sięgnęłam po kurtkę on złapał mnie za rękę.
-Jadę z wami - odparł i założył swój płaszcz.
-Ja też dodał Bartek
-Nie, to jest sylwester i nie będziecie zawracać sobie głowy naszymi sprawami damy sobie radę.-powiedziałam i byłam gotowa do wyjścia.
-Dziewczyno nie gadaj tylko chodź- powiedział Kubiak szybko wzięliśmy taksówkę i udaliśmy się na lotnisko. Była 12 kolejny rok za nami, my płakałyśmy, chłopcy tylko podawali nam chusteczki i próbowali pocieszyć. Będąc przy lotnisku wyskoczyłyśmy z samochodu i wbiegłyśmy do budynku. Nie wiedziałyśmy gdzie się udać, po chwili z głośników rozległ się głos mężczyzny : BARDZO NAM PRZYKRO ALE NIKT NIE PRZEŻYŁ". Przez chwilę stałam jak wmurowana nie wiedziałam co sie dzieje zrobiło mi się słabo, zaraz wszystko do mnie dotarło. Martyna wybiegła udał sie za nią Bartek. W oczach zebrało sie jeszcze więcej łez, płakałam jak nigdy dotąd, wszystko wróciło przypomniało mi się jak to się zaczęło. Nie mogłam się uspokoić, Michał powoli podszedł i przytulił. Skryłam się w jego ramionach i nadal płakałam.
-Chodźmy stąd- powiedział Michał. Ja pokiwałam głową, wyszliśmy na podwórku stała Martyna, Bartek ją uspokajał, widać to też nie działo, podeszłam i mocno przytuliłam. Z oczu chłopaków poleciały łzy. Odwieźli nas do bursy zapytali czy coś nam potrzeba nam trzeba było tylko samotności nie chciałyśmy teraz z nikim siedzieć. Kiedy weszłyśmy do pokoi pierwsze co rzuciło nam się w oczy były ramki ze zdjęciami z chłopakami . Położyłyśmy się, przez całą noc słyszałam jak Martyna po cichu chlipie ja też płakałam. Przez chwilę myślałam, że to tylko koszmar z którego zaraz sie obudzę niestety to nie był sen. Mama ciągle dzwoniła odebrałam tylko żeby jej powiedzieć, że jutro wracam do domu.
                                                  ----- U PATRYCJI -----
Sylwester zapowiadał się świetnie Marcin wynajął domek w górach. O 14 wyjechaliśmy, w samochodzie śpiewaliśmy piosenki lecące z radia, może wszystko jeszcze się naprawi. W górach zastał nas prószący śnieg, domek śliczny, w lodówce chłodził się szampan na wieczór.
-Dziękuję - powiedziała i przytuliłam się do Marcina.
-Nie ma za co- powiedział, lekko mnie odepchną. Poczułam się dziwnie. Wzięłam się za przygotowanie kolacji, potem ładnie się ubrałam, nakręciłam włosy i lekko pomalowałam. On wciąż siedział przez telewizorem widziałam, że coś go gryzie.
-Marcin powiedz mi proszę co się dzieje-powiedziałam i usiadłam obok niego.
-Musimy porozmawiać. Wiesz jakiś miesiąc temu przyszła do mnie Monika z Wojtusiem, chciała porozmawiać, wiesz ona jest w 3 miesiącu ciąży. To dziecko będzie moje, powiedziała, że jeśli jej nie wierzę to kiedy dziecko się urodzi będę mógł zrobić badania na ojcostwo.
-Chcesz walczyć o ojcostwo ?
-Nie przerywaj mi proszę. Monika zaproponowała, żebyśmy dali sobie jeszcze jedną szansę , że z czasem wszystko się poukłada i nie chce żeby dzieci nie miały taty.
-Ty się nie zgodziłeś prawda?
-Patrycja jak ja miałem się nie zgodzić, jesteśmy po ślubie mamy ze sobą dzieci, wiesz że cię kocham ale z Moniką tyle przeszliśmy i jednak to drugie dziecko nie mogę jej tak zostawić.
-Nie wierzę-wzięłam kurtkę i wybiegłam. Płakałam cały czas, znalazłam jakąś ławkę, usiadłam, chyba już północ bo fajerwerki świecą na niebie. Jak on mógł mi to zrobić, chciał się pocieszyć a teraz ma mnie w dupie, nie mogłam opanować płaczu. Zadzwoniłam po kuzyna przyjechał po mnie nie zabrałam rzeczy z domu mam to gdzieś nie chcę go już widzieć.