sobota, 13 kwietnia 2013

I nadszedł sylwester.  Pobudka o 13 bo po co wcześniej, i pierwsze pytanie
-co robimy wieczorem?- wymamrotała Martyna udając się do łazienki.
-bo ja wiem, może do tego klubu czekaj jak on się nazywał  "Se One London" czy jakoś tak-powiedziałam  zaspanym głosem.
-no dobra-Martyna powiedziała i weszła do łazienki a ja wzięłam się za ścielenie łóżek, potem kiedy obie już się ogarnęłyśmy poszłyśmy na obiad. Stołówka jak zawsze pełna, miejsca pozajmowane, wzięłyśmy nasze porcje i dosiadłyśmy się do jakiś chłopaków, szybko zjadłyśmy i wróciłyśmy do siebie. Miejsce na wieczór mamy ale w co się ubrać. Cała zawartość naszych szaf wylądowała na podłodze. 3 razy przeglądałyśmy ubrania aż w końcu wybrałyśmy. Ja postawiłam na sukienkę w kolorze zgniłej zieleni, do tego szare szpilki i turkusowe dodatki. Martyna włożyła czarną sukienkę ze złotymi ćwiekami, a dodatki były również w kolorze złotym. Kolejna rzecz zaplanowana, obie miałyśmy proste włosy i trochę mocniejszy makijaż niż zwykle. Jak na razie noc zapowiadała się ciekawie, wiedziałyśmy, że będzie brakować nam chłopaków ale nie będziemy siedzieć całą noc w pokoju. Po drodze wstąpiłyśmy do sklepu żeby kupić szampana, i do klubu. Przed drzwiami zastała nas niezbyt miła niespodzianka, napakowany pan grzecznie nam oznajmił że impreza jest zamknięta. Super stałyśmy przez chwilę nie wiedzą co teraz będziemy robić a pan dodał, żebyśmy nie blokowały kolejki bo i tak nas nie wpuści. Już ruszyłyśmy się do odejścia, jednak zza naszych pleców usłyszałyśmy znajomy głos "SPOKOJNIE ONE SĄ ZE MNĄ" teraz już całkiem nie wiedziałyśmy o co chodzi. Odwróciłyśmy się a panem, który jest właśnie naprawił nam totalne rozwalenie wieczoru był nikt inny jak Michał Kubiak ze swoimi dwoma kolegami Bartoszem Kurkiem i Zbyszkiem Bartmanem. Zdziwienie było nie do opisania. "No co tam stoicie wchodzimy" dodał Michał, złapał mnie w pasie i weszliśmy do klubu gdzie znajdowała się chyba cała reprezentacja polskich siatkarzy, od teraz uśmiech i zdziwienie nie schodziło z naszych twarzy.
-Dlaczego to zrobiłeś ?- zapytałam kiedy siedzieliśmy przy barze
-A dlaczego miałbym tego nie robić ?- powiedział a potem puścił oczko do Kurka siedzącego obok Martyny.
-Wiesz wpadłam na Ciebie dwa razy po czym rzuciłam kilka niemiłych słów-po tych słowach na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
-Powiedzmy, że już o tym zapomniałem-był taki miły a mi dopiero teraz zrobiło się tak strasznie głupio. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, jednak po chwili Kubiak zaprosił do tańca nie wypadało odmówić, widziałam jak Martyna w najlepsze bawi się z Bartkiem więc tym bardziej czemu nie. Bo dobrej godzinie tańczenia nie tylko z Michałem, postanowiliśmy chwilkę odpocząć, usiedliśmy na naszych miejscach i zamówiliśmy drinki. Do północy została nie cała godzina.
-To nie twój telefon dzwoni ?- zapytała Martyna, rzeczywiście to on pomyślałam, że to pewnie rodzice może  chcą zapytać jak się bawię albo dzwonią już  z życzeniami. Jednak to nie byli oni jakiś obcy numer szybko poszłam do łazienki bo w tym hałasie nic nie słyszałam. Jakaś kobieta mówiła wolno ale w jej głosie było słychać zdenerwowanie. Co chwilę robiła przerwy i łapała oddech. "Tutaj ciocia Wojtka, bardzo mi przykro on wraz ze swoim kolegom Piotrem lecieli do was do Londynu iiii..-przez chwilę zapadła cisza- samolot miał wypadek nie wiadomo ile osób przeżyło a ile zmarło, więcej wiadomości będzie na lotnisku.- Kiedy skończyła wybuchła płaczem, ja również. Osunęłam się na ziemię a łzy spływały rozmazując makijaż. Nie mogłam tak siedzieć wybiegłam z toalety, oni siedzieli przy stoliku, śmiejąc się i żartując widziałam wielki uśmiech na twarzy Martyny wiedziałam, że przez jakiś czas go nie będzie więc stałam przez chwilę, patrząc i coraz bardziej docierała do mnie wiadomość, że jego ciocia nie żartowała, to wszystko prawda. Płakał jeszcze bardziej. Podeszłam do stolika głowę miałam schyloną w dół.
-Martyna...-próbowałam się opanować żeby jej powiedzieć-musimy jechać na lotnisko.
-Chłopacy przyjechali? -powiedziała, ale kiedy zobaczyła że łzy spływają mi z oczu zbladła.
-Mieli przyjechać.. Samolot miał wypadek nie wiadomo kto przeżył musimy szybko jechać na lotnisko.-ona też się rozpłakała.
-Michał przeprasza za kłopot i dziękuję. - powiedziałam i sięgnęłam po kurtkę on złapał mnie za rękę.
-Jadę z wami - odparł i założył swój płaszcz.
-Ja też dodał Bartek
-Nie, to jest sylwester i nie będziecie zawracać sobie głowy naszymi sprawami damy sobie radę.-powiedziałam i byłam gotowa do wyjścia.
-Dziewczyno nie gadaj tylko chodź- powiedział Kubiak szybko wzięliśmy taksówkę i udaliśmy się na lotnisko. Była 12 kolejny rok za nami, my płakałyśmy, chłopcy tylko podawali nam chusteczki i próbowali pocieszyć. Będąc przy lotnisku wyskoczyłyśmy z samochodu i wbiegłyśmy do budynku. Nie wiedziałyśmy gdzie się udać, po chwili z głośników rozległ się głos mężczyzny : BARDZO NAM PRZYKRO ALE NIKT NIE PRZEŻYŁ". Przez chwilę stałam jak wmurowana nie wiedziałam co sie dzieje zrobiło mi się słabo, zaraz wszystko do mnie dotarło. Martyna wybiegła udał sie za nią Bartek. W oczach zebrało sie jeszcze więcej łez, płakałam jak nigdy dotąd, wszystko wróciło przypomniało mi się jak to się zaczęło. Nie mogłam się uspokoić, Michał powoli podszedł i przytulił. Skryłam się w jego ramionach i nadal płakałam.
-Chodźmy stąd- powiedział Michał. Ja pokiwałam głową, wyszliśmy na podwórku stała Martyna, Bartek ją uspokajał, widać to też nie działo, podeszłam i mocno przytuliłam. Z oczu chłopaków poleciały łzy. Odwieźli nas do bursy zapytali czy coś nam potrzeba nam trzeba było tylko samotności nie chciałyśmy teraz z nikim siedzieć. Kiedy weszłyśmy do pokoi pierwsze co rzuciło nam się w oczy były ramki ze zdjęciami z chłopakami . Położyłyśmy się, przez całą noc słyszałam jak Martyna po cichu chlipie ja też płakałam. Przez chwilę myślałam, że to tylko koszmar z którego zaraz sie obudzę niestety to nie był sen. Mama ciągle dzwoniła odebrałam tylko żeby jej powiedzieć, że jutro wracam do domu.
                                                  ----- U PATRYCJI -----
Sylwester zapowiadał się świetnie Marcin wynajął domek w górach. O 14 wyjechaliśmy, w samochodzie śpiewaliśmy piosenki lecące z radia, może wszystko jeszcze się naprawi. W górach zastał nas prószący śnieg, domek śliczny, w lodówce chłodził się szampan na wieczór.
-Dziękuję - powiedziała i przytuliłam się do Marcina.
-Nie ma za co- powiedział, lekko mnie odepchną. Poczułam się dziwnie. Wzięłam się za przygotowanie kolacji, potem ładnie się ubrałam, nakręciłam włosy i lekko pomalowałam. On wciąż siedział przez telewizorem widziałam, że coś go gryzie.
-Marcin powiedz mi proszę co się dzieje-powiedziałam i usiadłam obok niego.
-Musimy porozmawiać. Wiesz jakiś miesiąc temu przyszła do mnie Monika z Wojtusiem, chciała porozmawiać, wiesz ona jest w 3 miesiącu ciąży. To dziecko będzie moje, powiedziała, że jeśli jej nie wierzę to kiedy dziecko się urodzi będę mógł zrobić badania na ojcostwo.
-Chcesz walczyć o ojcostwo ?
-Nie przerywaj mi proszę. Monika zaproponowała, żebyśmy dali sobie jeszcze jedną szansę , że z czasem wszystko się poukłada i nie chce żeby dzieci nie miały taty.
-Ty się nie zgodziłeś prawda?
-Patrycja jak ja miałem się nie zgodzić, jesteśmy po ślubie mamy ze sobą dzieci, wiesz że cię kocham ale z Moniką tyle przeszliśmy i jednak to drugie dziecko nie mogę jej tak zostawić.
-Nie wierzę-wzięłam kurtkę i wybiegłam. Płakałam cały czas, znalazłam jakąś ławkę, usiadłam, chyba już północ bo fajerwerki świecą na niebie. Jak on mógł mi to zrobić, chciał się pocieszyć a teraz ma mnie w dupie, nie mogłam opanować płaczu. Zadzwoniłam po kuzyna przyjechał po mnie nie zabrałam rzeczy z domu mam to gdzieś nie chcę go już widzieć.

poniedziałek, 4 marca 2013

Święta, święta i po świętach. Jednak do domu dalej nie wrócimy, samoloty już latają ale brak miejsc. Wojtek z Piotrkiem znaleźli jakieś 2 wolne bilety i dzisiaj lecą do domu, a my zostajemy tu do ferii to sobie jeszcze poczekamy. Dzisiaj wlokłyśmy się z łóżek dość wcześnie, bo musimy odprowadzić chłopaków na lotnisko. Ja poszła z Wojtkiem do jego mieszkania po rzeczy. Nie chcieliśmy się żegnać sylwester spędzimy osobno, ale mama Wojtka uparła się żeby przyjechał a była chora więc nie miał serca jej odmówić, rozumiałam go na jego miejscu postąpiłabym tak samo. Wzięliśmy jego rzeczy, które były ładnie spakowane w walizkę i ruszyliśmy na lotnisko, po drodze doszli do nas Piotrek z Martyną. Potem czas na pożegnanie co było najgorsze, wtulone w nich stałyśmy bez ruchu, nie chciałyśmy się żegnać ale nie było już wyjścia. Przez mikrofon powiedzieli, że samolot odlatujący do Wrocławia czekaj na pasie 4 i pasażerowie proszeni są o wsiadanie. Buziak i poszli, my jeszcze przez chwilę postałyśmy i udałyśmy się w stronę wyjścia.
Szłyśmy chodnikiem, oczywiście zagadałyśmy się i przestałyśmy zwracać uwagi czy ktoś idzie na przeciwko. Po raz kolejny ja niezdara wpadłam na Kubiaka.. Nie wiem kiedy, w pewnym momencie poczułam ciepły napój na mojej kurtce.
-No ku*wa... Przepraszam, zagadałyśmy się..-po raz drugi prawie spaliłam się ze wstydu. Jego koledzy stali i śmiali się, kiedy on szukał chusteczek po kieszeniach.
-Nie no ja też przeprasza, wiesz drugi raz to już przeznaczenie, a nie przypadek.-zareagował dość dziwnie już byłam gotowa, że będzie coś marudził albo jeszcze gorzej, że zacznie się drzeć. A tu tak spokojnie, z uśmiechem na twarzy. Na jego słowa odpowiedziałam nieśmiałym uśmiechem.
-To może daj mi swój numer telefonu i zadzwonię może wybierzemy się na kawę-mówił dalej, a na moich policzkach pojawiły się duże czerwone rumieńce. Podyktowałam mój numer i obiecałam, że będę pilnować telefonu. Do bursy szłam z telefonem w ręce, wciąż śmiejąc się z Martyną.
-Ty ale z kim on tam był, bo ja nie ogarnęłam
-Z Kurkiem, Bartmanem i chyba Igłą-powiedziała Martyna, a zaraz po jej słowach rozległ się głos dzwoniącego telefonu.
-Tak słucham-powiedziałam lekko przestraszonym głosem.-No dobrze, to jutro o 18 zapamiętam, do zobaczenia.-rozmowa nie trwała długo ale byłam po niej taka radosna. Jutro o 18 idziemy na kawę do kawiarenki, gdzie pierwszy raz na siebie wpadliśmy. Jednak takich telefonów nie powinno  dostawać się wieczorem, bo pół nocy gadałyśmy z Martyną, potem ona padła a ja spałam chyba z jakąś godzinkę.
                                ----u Patrycji----
Od mamy nie było jakiś większych kazań, powiedziała tylko że jest jej przykro że ją okłamuję. Ja obiecałam, że następnym razem będę mówić jej tylko prawdę i jakoś się obeszło. Plany na sylwestra już są, jedziemy z Marcinem do Karpacza. Domek już zarezerwowany, tak się cieszę z tego wyjazdu. Mam nadzieję, że między nami się polepszy, bo troszkę się sypie. Kłócimy się o głupoty, czasem zastanawiam się czy jest sens to ciągnąć.

środa, 27 lutego 2013


Wigilijny poranek. Nie był takie jak co roku. Wstałyśmy o 12 i wszystko miałyśmy w dupie. Zero przygotowań jak zawsze. Jedynie posprzątałyśmy w naszym pokoju. Potem pani Kasia zawołała nas i pomogłyśmy jej ubierać choinkę w stołówce. Za oknem śnieg sypał coraz bardziej, ale oczywiście nam się zachciało iść na spacer. Martyna zaprosiła Piotrka a ja zadzwoniłam po Wojtka. Martynie wpadła na jakże wspaniały pomysł i zaczęła rzucać w nas śnieżkami. No i rozpętała prawdziwą wojnę, każdy był cały ze śniegu. Potem Wojtek wrzucił mnie w zaspę a ja pociągnęłam go za sobą. Tarzaliśmy się ze śmiechu. Do bursy wróciłyśmy całe mokre. Chłopacy też byli cali mokrzy. Wojtek poszedł przebrać się do swojego mieszkania, Piotrek szybko skoczył do swojego pokoju, a ja z Martyną do nas. Wzięłyśmy prysznic, potem się przebrałyśmy w nowe ciuchy. Ja założyłam czarne rurki i dżinsową koszulę, do tego czarne buty na koturnie i wyprostowałam włosy. Martyna też wyprostowała swoje długie włosy, ale założyła spódnicę, jasną koszulę i czarne koturny. Na kolację  wigilijną przyszedł Wojtek. We trójkę zeszliśmy do stołówki. Tam zajęliśmy miejsca, potem dzielenie się opłatkiem. Zjedliśmy trochę specjałów kucharek, i śpiewaliśmy kolędy. Potem ja z Wojtkiem poszliśmy do naszego pokoju a Martyna, udała się do Piotrka. Na łóżku usiadłam w jego objęciach, włączyliśmy telewizor i ku naszemu zaskoczeniu na jednym z kanałów leciał "Kevin sam w domu", jak co roku nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu. Potem leciała jakaś komedia romantyczna i oczywiście Wojtek zaczął mi marudzić żebym to wyłączyła. Ja jednak postawiłam na swoim i nie miałam zamiaru przełączyć. W połowie filmu Wojtek zaczął delikatnie całować mnie po szyi. Potem schodził coraz niżej. Szybko pozbył się mojej koszuli,a ja w tym czasie zdjęłam jego koszulkę. Już po chwili wylądowaliśmy pod kordłą. Był taki czuły i delikatny. Potem zasnęliśmy przytuleni do siebie.
                                      ------ u Martyny ------
Po kolacji Piotrek zabrał mnie na spacer. Tym razem nie miałam zamiaru wrócić cała mokra, więc od mu to oznajmiłam. On też powiedział, że nie ma na to ochoty więc mogłam być spokojna. Śnieg przestawał padać, ale mróz dalej trzymał.
-Muszę Ci coś powiedzieć-zaczął Piotrek. W pierwszej chwili się wystraszyłam, ale dałam mu powiedzieć.
-Bardzo cię kocham, zależy mi na tobie i nie  chcę cię stracić.-powiedział i namiętnie pocałował.
-Ja też cię bardzo kocham-wyszeptałam mu do ucha. Znów mnie pocałował. Kiedy wróciliśmy do pokoju, tonęliśmy w pocałunkach. Położył mnie na łóżko, zdjął swoją kurtkę i w równie szybkim tempie pozbył się moich ubrań. Potem już każdy może sobie wyobrazić co było.
                                  ------ u Patrycji ------
Moja wigilia zaczęła się całkiem inaczej niż dziewczyn. Wstałam bardzo szybko bo musiałam pomóc mamie w przygotowaniach. Lepienie uszek, pierogów i takie tam. Na wigilię miałyśmy jechać do babci. Jednak ja nie chciałam zostawiać samego Marcina, on nie chciał jechać do rodziny i wysłuchiwać wszystkich pytań dlaczego się rozwiódł i jak mu się układa. Wieczorem wymyśliłam pewien plan. Podeszłam do mamy i zaczęłam kaszleć.
- Mamo źle się czuję. Boli mnie głowa i mam chyba gorączkę.- powiedziałam z chrypą w głosie
- Żartujesz czy co leć się ubierać bo zaraz jedziemy do babci.
-Mamo ja nie dam rady, głowa mi tam pęknie. Chyba mam gorączkę, pójdę zmierzyć.-Szybko nalałam gorącej wody do kubka i włożyłam termometr. Pokazał 38,7 w sam raz.-Widzisz mam gorączkę.
-No to idź powiedz Karolinie żeby się nie szykowała,zostajemy w domu.
-Mamo nie no co ty nie ma mowy. Wy jedźcie, babci będzie przykro przecież nie zostawisz jej i dziadka samych na wigilię, a jak Karolina się cieszy. Jedźcie zostawicie mi coś do jedzenia i ja naprawdę dam radę. Będziecie do mnie dzwonić, ja się wygrzeję.
-Ty chyba żartujesz nie zostawię cię samej w wigilię.
-Mamo co to wigilia wieczór jak wieczór, teraz podzielimy się opłatkiem i będzie dobrze.-Namawiałam ją jeszcze chyba z 20 minut aż w końcu się zgodziła. Podzieliłyśmy się opłatkiem, i pojechały. Szybko wzięłam prysznic, przebrałam się i wszystko naszykowałam. Potem przyszedł Marcin. Zjedliśmy kolację i z nim również podzieliłam się opłatkiem. Potem oglądaliśmy coś w telewizji. Udaliśmy się do mojego pokoju. Zaczął mnie całować, po szyi, ramionach potem po brzuchu. Pozbyliśmy się ubrań i zostaliśmy w samej bieliźnie. Nagle usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu.
-Patrycja jestem-usłyszałam najpierw a tuż po tym, kiedy weszła do jadalni-Jaki tu syf Patrycja coś ty tu robiła.!!!
-To moja mama szybko ubieraj się- W trybie natychmiastowym byliśmy ubrani i siedzieliśmy na łóżku. Już po chwili mama była  u mnie w pokoju.
-Mama co ty tu robisz tak szybko ?  Kolega przyszedł mnie odwiedzić, jak tylko dowiedział się że mam być sama.-Udawałam zdziwioną, bo teraz tylko to mi zostało.
-Tak wróciłam nie chciałam żebyś była sama w wigilię, Karolina została u dziadków a ja na chwilę wpadłam zobaczyć jak się czujesz. Ale widzę że nic ci już nie jest . A może przedstawisz mi twojego kolegę jak ty to nazwałaś.
-A no tak to jest Marcin.-wstał i podał rękę mojej mamie. Oboje byliśmy gotowi na to że moja mama wyprosi go z domu.
-No to dobrze niech zostanie na noc, tylko bez głupstw proszę.-powiedziała i uśmiechnęła się-A z tobą dziewczyno porozmawiam rano. - i wyszła. My wybuchliśmy śmiechem. Mama pojechała do dziadków bo mieszkają niedaleko. My wróciliśmy do tego co zaczęliśmy wcześniej a potem poszliśmy spać. To była cudowna wigilia, ale wiem że od mamy będzie niezły opiernicz.

Początek grudnia już za nami, mikołajki też. Nie ma wyjazdu do domu bo będzie długa przerwa świąteczna. A Boże Narodzenie zbliżało sie coraz większymi krokami. Teraz już wszyscy na nie czekali. Cały grudzień w bursie. Dzisiaj wybrałyśmy się z Martyną na zakupy świąteczne, jakieś małe prezenty i może jakiś ładny ciuszek. Wstałyśmy szybciej, ogarnęłyśmy pokój, potem śniadanie i do galerii. A w galerii wielki szał świąteczny. Pełno ludzi pchających się do kasy, szperających między wieszakami i przepychających się w przebieralni. My podeszłyśmy do tego spokojnie. Najpierw zaliczyłyśmy sklepy z odzieżą, gdzie każda dokonała małego zakupu,potem obeszłyśmy kilka sklepów z drobiazgami. W galerii spędziłyśmy dobre 3 godziny. Kiedy wyszłyśmy na zewnątrz, zobaczyłyśmy śnieg. Nie wiadomo kiedy spadł. Nie było go nie wiadomo jak dużo ale był. Szybko udałyśmy się w stronę naszej bursy.Po drodze wpadłyśmy jeszcze do kawiarni, żeby napić się gorącej czekolady. Tam usiadłyśmy przy stoliku i złożyłyśmy zamówienie. Po 5 minutach piłyśmy ciepły napój. Na zewnątrz coraz mocniej padał śnieg. Dopiłyśmy czekoladę i założyłyśmy kurtki. Przechodziłyśmy koło jednego ze stolików,a osoba która przy nim siedziała właśnie wstała i nie patrzyła gdzie idzie. Jakiś facet wylał na mnie kawę. Cała upierdzielona kurtka.
-Kurwa człowieku patrz jak łazisz, całą kurtkę mi zalałeś. Masz takie coś jak oczy to ich używaj. Naciąg sobie mocniej te okularki a jak nie pomoże to wybierz się do okulisty jak z takiej odległości nie widzisz.
-Przeprasza nie chciałem. - i w tym momencie zauważyłam, że panem który mnie oblał jest Michał Kubiak a przy stoliku siedzi jeszcze 3 siatkarzy, którzy nieźle się z nas śmieją. Poczułam się głupio. To też trochę moja wina, mogłam patrzeć jak idę. Szybko złapałam Martynę za rękę i wyszłyśmy na zewnątrz.
-O kurwa... Właśnie wydarłaś się na Kubiaka-powiedziała i wybuchła śmiechem.
-No wiem... A widziałaś, tych 3 co siedzieli z nim.
-No ktoś tam siedział ale nie zwróciła dobrze na nich uwagi- powiedziała Martyna i obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Kiedy wróciłyśmy do bursy byłyśmy całe białe ze śniegu. Było już trochę późno więc położyłyśmy się spać.
Rano, dość wcześnie obudziło nas pukanie do drzwi. Oczywiście Martyna nie raczyła się podnieść chociaż miała bliżej do drzwi, ale ona nie da radę. Zwlokłam się z łóżko i otworzyłam. To Piotrek.
-Dziewczyny ubierajcie się i szybko na stołówkę. Ale najpierw zobaczcie przez okno.-Powiedział i poszedł. Zaraz obudziłam Martynę i obie pośpieszyłyśmy w stronę stołówki. Na korytarzu było zimno jak nie wiem co, a na podwórku jedna wielka masakra. Śnieg sypał jak opętany. Do tego wiatr. W stołówce wszyscy uczniowie.
-Jest nam bardzo przykro, ale te święta spędzimy tutaj. Wszystkie samoloty zostały odwołane. Autokaru do jutra nie załatwimy, jest nam bardzo przykro. Teraz prosimy się rozejść do pokoi a resztę informacji powiemy po obiedzie-powiedział dyrektor.
-Oni kurwa są chyba pojebani..-od razu zaczęła Martyna. Obie byłyśmy wkurwione i poszłyśmy zadzwonić do rodziców. Oni też nieźle się wkurzyli. Myślałam że mnie rozniesie, zadzwoniłam do Wojtka. Zaraz był u nas. Zostaliśmy sami bo Martyna poszła do Piotrka. Na święta nie będziemy same, oni też zostają.

Piątek już za nami. Nie był taki zły. Ale dzisiaj wyczekiwana sobota. Z łóżek zwlokłyśmy się po 11, poszłyśmy na śniadanie i trochę ogarnęłyśmy nasz pokój. Wieczorem Wojtek zaprosił mnie do kina i na spacer, jakoś głupio mi było po raz kolejny odmawiać więc się zgodziłam. I tak pewnie przesiedziałabym go sama w pokoju bo Martyna miała iść gdzieś z Piotrkiem. Więc wybrałyśmy się na małe zakupy. Dojechanie do galerii zajęło nam jakieś 40 minut, ale potem miałyśmy sporo czasu, żeby połazić po sklepach.
                                  ------ a u Patrycji ------
Kłótnia z Marcinem szybko się skończyła. W piątek po lekcjach czekał na mnie przed szkołą. Trochę się zdziwiłam jak go zobaczyłam, i szczerze mówiąc chciałam sobie pójść ale nie udało mi się.
-Cześć, czekałem na ciebie-powiedział kiedy złapał mnie za rękę.
-Zauważyłam, co chciałeś-odrzekłam bez entuzjazmu i zabrałam rękę.
-Chciałem Cie przeprosić ale chodźmy do mnie- powiedział i ruszyliśmy w stronę bloku. Kiedy otworzył mieszkanie a ja stanęłam w jego progu przeżyłam szok. W pomieszczeniu pełno płatków róż, na stole wino i bukiet czerwonych kwiatów. Zdjęliśmy kurtki i usiedliśmy przy stole. Najpierw nalał wino do kieliszków, potem złapał mnie za rękę i zaczął:
-Chciałem Cię przeprosić, tak wiem że zachowałem się jak cham ale nie wiedziałem co mam powiedzieć Monice, jeśli chcesz mogę jej powiedzieć żeby nie przychodziła na treningi, zależy mi na tobie.-Był taki smutny kiedy to mówił. Przytuliłam go.
-Ja też chciałam przeprosić. Wtedy za bardzo poniosły mnie emocje. Niech nie przestaje chodzić na treningi przecież oboje wiemy że coś umie. Mi też na tobie bardzo zależy.-Reszty nie dał mi dokończy bo jego usta wbiły się w moje. Po jakiś 30 minutach leżeliśmy w jego łóżku wtuleni w siebie. Czułam się jak w śnie. Niestety nie trwał on już długo bo moja kochana mama zadzwoniła, że mam wracać bo nie ma kto zostać z Karoliną. Próbowałam ją namówić żeby zostawiła ją u jakieś sąsiadki albo ciotki na noc, ale nie udało się. Szybko się ubrałam i Marcin podwiózł mnie pod dom. Potem siedziałam cały wieczór przed telewizorem.
                              ------w tym czasie u mnie ------
Po zakupach moja garderoba  powiększyła się o 3 bluzki i spódnicę. Martyna kupiła sukienkę i 2 bluzki. Potem szybko zjadłyśmy obiad i czas zacząć się przygotowywać. Ja zajęłam łazienkę żeby się pomalować a Martyna zajęła się włosami.Potem zamieniłyśmy się. I zostało nam tylko ubranie. Ja założyłam białą koszulę z czarnym kołnierzykiem i kieszonką, dżinsy i czarne buty na koturnie. Martyna założyła  czarną sukienkę i buty na koturnie. Po 10 minutach przyszedł Wojtek więc ubrałam płaszczyk, wzięłam torebkę i  mogliśmy iść.
-To co najpierw do kina???-zaczął Wojtek po kilku minutach ciszy.
-Jak chcesz-powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Dobra.-powiedział i na jego twarzy również pojawił się uśmiech. Potem temat sam się nasunął i nawet nie wiem kiedy byliśmy już pod kinem. Po raz kolejny przy dobraniu filmu Wojtek nie miał noc do powiedzenia. Więc poszliśmy na jakąś komedię romantyczną. Zajęliśmy miejsca i czekaliśmy bo oczywiście reklamy. Podczas oglądania poczułam że coś dotknęło moją rękę. Szybko zerknęłam co to. Wojtek położył swoją dłoń na mojej. Po 2 godzinach spędzonych w kinie ruszyliśmy na spacer. Wojtek objął mnie w pasie i tak szliśmy po parku. Po chwili dostrzegłam że na ławce siedzi Martyna z Piotrkiem,więc zaraz siedzieliśmy już w czwórkę i śmialiśmy się z byle czego. Siedzieliśmy tak dobrą godzinę. Zaczęło się robić zimno więc ruszyliśmy w stronę bursy.
-My potem do was dołączymy-powiedział Wojtek i chwycił mnie za rękę.
-Co ty chcesz zrobić-zapytałam zdziwiona kiedy chłopak ciągnął mnie za sobą.
-Zobaczysz-tak to właśnie było jego wyjaśnienie. Było już ciemno i dostrzegłam jak ładnie wygląda oświetlone miasto. Potem Wojtek zasłonił mi oczy.
-Co ty robisz??-zapytałam kiedy coraz bardziej się wkurzałam.
-Zaraz zobaczysz-nadal nic nie chciał zdradzić. Szliśmy jeszcze z 3 minuty, potem chłopak ustawił mnie w pewnym miejscu i ściągnął zawiązaną apaszkę z oczu. Staliśmy w miejscu gdzie rosło kilka drzew i nic poza tym. Ale za to jak w tym miejscu było widać niebo, na których świeciło milion  punkcików. Wojtek najpierw podszedł i mnie przytulił a potem tak bez słowa pocałował.
                                -----u Martyny------
Kiedy Martyna wyszła z Wojtkiem jeszcze chwilę czekałam na Piotrka. Potem  zabrał mnie na kolację. Nawet nie wiem jak nazywała się ta restauracja, ale było bardzo romantycznie. Świece, róże i takie bzdety. Spędziliśmy tam dobre 2 godziny, potem udaliśmy się na spacer. Chodziliśmy po parku przytuleni. Czułam się tak niesamowicie, jak jeszcze przy żadnym chłopaku. Potem usiedliśmy na ławce, a za chwilę dołączyli do nas Martyna z Wojtkiem. Oni też wyglądali na bardzo szczęśliwych, chyba wypad do kina się udał. Zaczęło się robić zimno i udaliśmy się do bursy. Wojtek zabrał gdzieś Martynę i zostaliśmy sami.
-Kocham Cię wiesz.-powiedział Piotrek i pocałował w czoło. To było takie słodkie.
-Tak wiem i a ciebie też-opowiedziałam z uśmiechem na twarzy. Potem odprowadził mnie pod same drzwi pokoju, pocałował na pożegnanie i każdy udał się w swoją stronę.

U nas kolejne dni to sama nuda. Nie mieliśmy czasu żeby gdzieś wyskoczyć bo nauka -,- A dzisiaj już czwartek, czyli będzie trening. Rano pobudka, kolejne 7 godzin spędzonym w szkolnych murach, obiad i na salę. Szybko wpadłyśmy na pokoju po rzeczy i na trening. Zaczął się jak zawsze czyli obecność, potem rozgrzewka i trochę pograłyśmy. Piotrek zawołał do siebie Martynę, miało to trwać chwilę jednak zajęło im to trochę więcej. My nie zwracałyśmy na to uwagi i grałyśmy dalej. 2 godziny zleciały strasznie szybko. Poszłyśmy do szatni i tam zaczęły się komentarze starszych dziewczyn."Ej widziałyście ta cała Martyna, poszła z nim do tego pokoju i już nie wróciła. Ciekawe co tam robią". Zaczęła któraś z nich.
-A może zajmiesz się swoją dupą, i popatrzysz co ty robisz a nie innymi się zajmujesz-już nie wytrzymałam. Jeny co ich to obchodzi zero prywatności. Już nic mi nie odpowiedziały, tylko gadały coś sobie pod nosem. Ja nie szczególnie zwracałam no to uwagę. Szybko wzięłam swoje rzeczy i nie miałam zamiaru czekać na Martynę bo wiedziałam, że się szybko nie doczekam. Udałam się w stronę bursy.
                      -------- w tym czasie u Martyny --------
Podczas treningu było mi dość dziwnie. Wejść na salę bez przywitania, i udawać że to tylko trener. Piotrek chyba to zauważył bo po niedługim czasie, zabrał mnie do pokoju. Tam kiedy tylko zamknął drzwi, przyciągnął mnie do siebie i zaczął czule całować. Zapomnieliśmy, że mała firanka jest odsłonięta, a my stoimy na przeciwko małego okna. On szybko podszedł do okienka i zasunął kawałek materiału. Potem posadził mnie na stole i nadal tonęliśmy w pocałunkach. Trening leciał a my nadal siedzieliśmy w pokoju i nie chciało nam się wychodzić. 2 godziny zleciały w mgnieniu oka, i widzieliśmy tylko jak dziewczyny schodzą z boiska i udają się w stronę szatni. Ja siedziałam wtulona w Piotrka i myślałam jak to się stało, że teraz jestem tu z nim i jest nam tak cudownie. Nie chciałam tego przerywać. Niestety ktoś zapukał do drzwi. Musiałam szybko zejść z jego kolan i udawać, że boli mnie ręka. Tak  to któraś z dziewczyn przyniosła kluczyk od szatni, i wścipsko zaglądała co takiego robimy. Jednak zdziwiła się kiedy zobaczyła mnie z łzą na policzku i mocno trzymającą się za rękę. Sztuka aktorska robi za swoje. Stała w tych drzwiach jak wmurowana. Piotrek szybko ją spławił i znów zostaliśmy sami.
-Dziewczyno jesteś wspaniała-powiedział kiedy zamknął drzwi.
-A dziękuję-odpowiedziałam z wielkim bananem na twarzy.
-Dobra musimy się zbierać, wpadniesz do mnie wieczorem?-zapytał Piotrek szukając swojego telefony.
-Jeśli będę miała siłę, to z chęcią wpadnę.-powiedziałam i zabrałam kluczyk ze stołu, aby udać się do szatni w celu przebrania stroju. Szybko się przebrałam i poszłam do pokoju  gdzie na łóżku siedziała wykąpana Martyna.
               -------- a u Patrycji -------
Dzień jak zwykle. Do szkoły ze szkoły do domu, a potem do Marcina pooglądać jak radzą sobie na boisku gimnazjalistki. Na sali byłam trochę za wcześnie, więc mogłam nacieszyć się pocałunkami Marcina. Potem już zebrały się dziewczyny, więc ze swojego pokoju wyłonił się Marcin a zaraz za nim podążałam ja. Grzecznie usiadłam na ławkę i wszytko oglądałam. W połowie treningu dostrzegłam jedną okropną rzecz. Do trenera lepi się jakaś dziewczyna, a widać że jemu się to podoba i nie ma nic przeciwko. Lepiła sie do niego coraz bardziej. Starała udawać, że nic nie umie i Marcin pokazywał jej każde ćwiczenie dokładnie jak nikomu innemu. A kiedy już nawiązywała z nim kontakt patrzyła na mnie drwiącym wzrokiem. Ja nie wytrzymałam, wstałam i wyszłam. Na korytarzu założyłam kurtkę. Nie zdążyłam otworzyć drzwi bo za rękę złapał mnie Marcin.
-O co ci chodzi?-zapytał jakby nic nie zauważył
-O co? o tą małą debilkę, która robi wszystko żebyś tylko zwrócił na nią uwagę. Przecież wiesz jak ona dobrze gra a teraz co udaje że nic nie umie żebyś tylko wszystko jej pokazał.A ty udajesz, że nic nie widzisz i jak grzeczny trener robisz to co ona sobie chce.- powiedziałam jeszcze bardziej wkurzona niż jak wychodziłam stamtąd.
-Jejku nie przesadzaj przecież ona jest z gimnazjum. Mam ją olać i powiedzieć "przecież umiesz, nie rób ze mnie idioty" ?
-A czemu nie. Pewnie lepiej iść i być posłuszny żeby tylko sobie nie poszła!-wykrzyczałam. On starał się mnie przytulić ale ja odepchnęłam go i rzuciłam tylko-Wiesz co rób sobie co chcesz. Idź do niej ja mam to gdzieś.-i wyszłam. Tak mnie wkurwił -,- Przyszłam do domu zapłakana, i zamknęłam się w swoim pokoju. Zaraz pod drzwiami znalazła się mama i Karolina. Zaczęło sie wypytywanie co się stało i takie tam. Krzyknęłam że nic w włączyłam muzykę. Marcin dzwonił 15 razy, ale ja nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Wyłączyłam telefon, wtuliłam się w poduszkę i zasnęłam.
                          -------- a u mnie --------
Kiedy byłam już pod samą bursą, zauważyłam, że ktoś całą drogę za mną idzie. Był ubrany na czarno i szczerze mówiąc trochę się wystraszyłam. Wchodziłam już po schodkach, i ten "ktoś" złapał mnie z rękę. Aż podskoczyłam. Nagle osoba zdjęła kaptur i proszę Wojtek. Wkurzył mnie ja nie wiem co.
-Człowieku ty nie masz co robić tylko ludzi straszyć?-powiedział i zabrałam moją rękę.
-No przepraszam nie chciałem Cię wystraszyć. Wiem głupi pomysł. Ale chciałem Cię zaprosić na spacer.
-Teraz na spacer nie ma mowy. Właśnie wracam z treningu.
-No proszę na chwilę.-Wojtek nie dawał za wygraną, jednak ja też nie.
-Nie naprawdę, jutro albo kiedy indziej. Dzisiaj nie dam rady.-Powiedziałam i weszłam do budynku.
-No dobra szkoda. To cześć.-krzyknął za mną. Tak poprostu go spławiłam. Nie chciało mi się łazić teraz na jakieś spacerki. Weszłam do pokoju wzięłam prysznic, i oglądałam jakiś film. Potem przyszła Martyna i musiałyśmy wszystko obgadać.

Poniedziałek zaczął się koszmarnie, rano nie chciało się wstawać, lekcje strasznie się wlokły. Po 7 godzinach spędzonych w szkolnej ławce, byłam zmęczona i myślałam tylko o tym żeby jak najszybciej położyć się spać. Po obiedzie wróciłyśmy do pokoju i wskoczyłyśmy do łóżek. Nawet nie chciało nam się gadać, od razu zaspałyśmy. Po jakiejś godzinie może trochę  więcej obudził nas dzwoniący telefon Martyny.Zwlokła się z łóżka i sięgnęła po telefon. Chwilę rozmawiała a ja po raz kolejny próbowałam usnąć. Niestety kiedy tylko skończyła wskoczyła na moje łóżko i kazała wstawać.
-Wojtek dzwonił, idziemy do kina-powiedziała i zabrała mi kołdrę.
-No to idźcie, ja zostaję-mruknęłam i znów się przykryłam.
-Żartujesz sobie, ,idziesz z nami bez gadania.-musiałam ustąpić bo wiedziałam, że się nie odczepi. Jakoś wygramoliłam się z łóżka i udałam do łazienki. Ogarnęłam  twarz i włosy, potem założyłam bluzę i kurtkę.Martyna była już gotowa, więc wyszłyśmy. Pod bursą czekał Wojtek.Szłam przymulona  jak nigdy.
-A ty co nic się nie odzywasz ? -zaraz zauważył blondyn.
-Bo mnie ze snu wyrwaliście.
-Wyśpisz się w nocy, trzeba trochę się dotlenić.-ciągnął dalej
-To ja wolę go dotleniać w moim łóżeczku, mogę okno otworzyć.
-Oj nie marudź i się rozchmurz-Wojtek nie dawał za wygraną. Widział, że mi nie przechodzi i już pod samym kinem tak po prostu mnie przytulił. Nie wiedziałam jak się zachować, przecież znam go dopiero 3 dni.
-No już wystarczy tych czułości-rzuciłam i weszłam do budynku. Potem wybrałyśmy z Martyną jakąś komedię romantyczną. Wojtek  przez chwilę próbował nas namówić na  coś innego, ale potem uświadomił sobie, że nie ma nic do gadania. Kupiliśmy bilety, a potem zajęliśmy miejsca. Siadłam  w środku. Na film nie czekaliśmy długo. Oczywiście ja sierota wysypałam popcorn na ziemię. Nie wypadało ta tego zostawić więc schyliłam się żeby pozbierać zawartość kubełka. Kiedy Wojtek zobaczył, że zbieram coś z ziemi zaraz sięgnął mi pomóc.
-Pomogę-powiedział i zaczął zbierać z ziemi.
-Nie trzeba, dam sobie radę-powiedziałam, przecież nie będzie przerywał oglądania przeze mnie. On jednak nie dał za wygraną i razem ze mną zbierał prażoną kukurydzę z podłogi. W pewnym momencie nie wiem czy specjalnie a może niechcący złapał mnie za rękę. Ja nie wiedziałam jak mam się zachować, odruchowo zabrałam rękę i spojrzałam na niego. Ten tylko się uśmiechną. Skończyliśmy zbierać i powróciliśmy na miejsca.
-Co wy tam robiliście?-zaraz  zapytała Martyna
-Popcorn zbieraliśmy-odpowiedziałam i zajęłam się oglądaniem filmu. Trwał jakieś 2 godziny, był dość fajny. Potem szybko do bursy. Wojtek jako dobry kolega odprowadził nas pod same drzwi budynku i przytulił na pożegnanie. Kiedy tylko weszłyśmy do pokoju i ściągnęłyśmy kurtki Martyna zaczęła.
-Podobasz się mu.-powiedziała i uśmiechnęła się.
-Ale nie wiem o co Ci chodzi.-chciałam uniknąć tego tematu.
-Wiesz wiesz. On tobie też-ciągnęła dalej
-No właśnie ja nie wiem czy on mi się podoba. Jakoś tak się przy nim krępuję.
-To dlatego, że niedawno się poznaliście-i na tym ta rozmowa się skończyła. Martyna poszła do łazienki. Ja przepakowywałam książki i usłyszałam dźwięk przychodzącego sms'a. "Mam nadzieję, że film się podobał. Słodkich snów :* /Wojtek". No tak Martyna już podzieliła się moim numerem. Nie wiedziałam co mam odpisać więc postawiłam na "Film fajny. Dziękuję dobranoc". Kiedy tylko Martyna wyszła z łazienki, postanowiłam wyjaśnić tą sprawę.
-Dałaś mu mój numer?-zaczęłam
-Nie wiem o czym mówisz.
-Już do mnie napisał.
-To chyba dobrze :D No on tak prosił nie ładnie było mu odmówić-odpowiedziała. Niech jej będzie. Teraz ja wzięłam prysznic. A potem jak zawsze spać;D