środa, 27 lutego 2013
Początek grudnia już za nami, mikołajki też. Nie ma wyjazdu do domu bo będzie długa przerwa świąteczna. A Boże Narodzenie zbliżało sie coraz większymi krokami. Teraz już wszyscy na nie czekali. Cały grudzień w bursie. Dzisiaj wybrałyśmy się z Martyną na zakupy świąteczne, jakieś małe prezenty i może jakiś ładny ciuszek. Wstałyśmy szybciej, ogarnęłyśmy pokój, potem śniadanie i do galerii. A w galerii wielki szał świąteczny. Pełno ludzi pchających się do kasy, szperających między wieszakami i przepychających się w przebieralni. My podeszłyśmy do tego spokojnie. Najpierw zaliczyłyśmy sklepy z odzieżą, gdzie każda dokonała małego zakupu,potem obeszłyśmy kilka sklepów z drobiazgami. W galerii spędziłyśmy dobre 3 godziny. Kiedy wyszłyśmy na zewnątrz, zobaczyłyśmy śnieg. Nie wiadomo kiedy spadł. Nie było go nie wiadomo jak dużo ale był. Szybko udałyśmy się w stronę naszej bursy.Po drodze wpadłyśmy jeszcze do kawiarni, żeby napić się gorącej czekolady. Tam usiadłyśmy przy stoliku i złożyłyśmy zamówienie. Po 5 minutach piłyśmy ciepły napój. Na zewnątrz coraz mocniej padał śnieg. Dopiłyśmy czekoladę i założyłyśmy kurtki. Przechodziłyśmy koło jednego ze stolików,a osoba która przy nim siedziała właśnie wstała i nie patrzyła gdzie idzie. Jakiś facet wylał na mnie kawę. Cała upierdzielona kurtka.
-Kurwa człowieku patrz jak łazisz, całą kurtkę mi zalałeś. Masz takie coś jak oczy to ich używaj. Naciąg sobie mocniej te okularki a jak nie pomoże to wybierz się do okulisty jak z takiej odległości nie widzisz.
-Przeprasza nie chciałem. - i w tym momencie zauważyłam, że panem który mnie oblał jest Michał Kubiak a przy stoliku siedzi jeszcze 3 siatkarzy, którzy nieźle się z nas śmieją. Poczułam się głupio. To też trochę moja wina, mogłam patrzeć jak idę. Szybko złapałam Martynę za rękę i wyszłyśmy na zewnątrz.
-O kurwa... Właśnie wydarłaś się na Kubiaka-powiedziała i wybuchła śmiechem.
-No wiem... A widziałaś, tych 3 co siedzieli z nim.
-No ktoś tam siedział ale nie zwróciła dobrze na nich uwagi- powiedziała Martyna i obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Kiedy wróciłyśmy do bursy byłyśmy całe białe ze śniegu. Było już trochę późno więc położyłyśmy się spać.
Rano, dość wcześnie obudziło nas pukanie do drzwi. Oczywiście Martyna nie raczyła się podnieść chociaż miała bliżej do drzwi, ale ona nie da radę. Zwlokłam się z łóżko i otworzyłam. To Piotrek.
-Dziewczyny ubierajcie się i szybko na stołówkę. Ale najpierw zobaczcie przez okno.-Powiedział i poszedł. Zaraz obudziłam Martynę i obie pośpieszyłyśmy w stronę stołówki. Na korytarzu było zimno jak nie wiem co, a na podwórku jedna wielka masakra. Śnieg sypał jak opętany. Do tego wiatr. W stołówce wszyscy uczniowie.
-Jest nam bardzo przykro, ale te święta spędzimy tutaj. Wszystkie samoloty zostały odwołane. Autokaru do jutra nie załatwimy, jest nam bardzo przykro. Teraz prosimy się rozejść do pokoi a resztę informacji powiemy po obiedzie-powiedział dyrektor.
-Oni kurwa są chyba pojebani..-od razu zaczęła Martyna. Obie byłyśmy wkurwione i poszłyśmy zadzwonić do rodziców. Oni też nieźle się wkurzyli. Myślałam że mnie rozniesie, zadzwoniłam do Wojtka. Zaraz był u nas. Zostaliśmy sami bo Martyna poszła do Piotrka. Na święta nie będziemy same, oni też zostają.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz