środa, 27 lutego 2013


Wigilijny poranek. Nie był takie jak co roku. Wstałyśmy o 12 i wszystko miałyśmy w dupie. Zero przygotowań jak zawsze. Jedynie posprzątałyśmy w naszym pokoju. Potem pani Kasia zawołała nas i pomogłyśmy jej ubierać choinkę w stołówce. Za oknem śnieg sypał coraz bardziej, ale oczywiście nam się zachciało iść na spacer. Martyna zaprosiła Piotrka a ja zadzwoniłam po Wojtka. Martynie wpadła na jakże wspaniały pomysł i zaczęła rzucać w nas śnieżkami. No i rozpętała prawdziwą wojnę, każdy był cały ze śniegu. Potem Wojtek wrzucił mnie w zaspę a ja pociągnęłam go za sobą. Tarzaliśmy się ze śmiechu. Do bursy wróciłyśmy całe mokre. Chłopacy też byli cali mokrzy. Wojtek poszedł przebrać się do swojego mieszkania, Piotrek szybko skoczył do swojego pokoju, a ja z Martyną do nas. Wzięłyśmy prysznic, potem się przebrałyśmy w nowe ciuchy. Ja założyłam czarne rurki i dżinsową koszulę, do tego czarne buty na koturnie i wyprostowałam włosy. Martyna też wyprostowała swoje długie włosy, ale założyła spódnicę, jasną koszulę i czarne koturny. Na kolację  wigilijną przyszedł Wojtek. We trójkę zeszliśmy do stołówki. Tam zajęliśmy miejsca, potem dzielenie się opłatkiem. Zjedliśmy trochę specjałów kucharek, i śpiewaliśmy kolędy. Potem ja z Wojtkiem poszliśmy do naszego pokoju a Martyna, udała się do Piotrka. Na łóżku usiadłam w jego objęciach, włączyliśmy telewizor i ku naszemu zaskoczeniu na jednym z kanałów leciał "Kevin sam w domu", jak co roku nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu. Potem leciała jakaś komedia romantyczna i oczywiście Wojtek zaczął mi marudzić żebym to wyłączyła. Ja jednak postawiłam na swoim i nie miałam zamiaru przełączyć. W połowie filmu Wojtek zaczął delikatnie całować mnie po szyi. Potem schodził coraz niżej. Szybko pozbył się mojej koszuli,a ja w tym czasie zdjęłam jego koszulkę. Już po chwili wylądowaliśmy pod kordłą. Był taki czuły i delikatny. Potem zasnęliśmy przytuleni do siebie.
                                      ------ u Martyny ------
Po kolacji Piotrek zabrał mnie na spacer. Tym razem nie miałam zamiaru wrócić cała mokra, więc od mu to oznajmiłam. On też powiedział, że nie ma na to ochoty więc mogłam być spokojna. Śnieg przestawał padać, ale mróz dalej trzymał.
-Muszę Ci coś powiedzieć-zaczął Piotrek. W pierwszej chwili się wystraszyłam, ale dałam mu powiedzieć.
-Bardzo cię kocham, zależy mi na tobie i nie  chcę cię stracić.-powiedział i namiętnie pocałował.
-Ja też cię bardzo kocham-wyszeptałam mu do ucha. Znów mnie pocałował. Kiedy wróciliśmy do pokoju, tonęliśmy w pocałunkach. Położył mnie na łóżko, zdjął swoją kurtkę i w równie szybkim tempie pozbył się moich ubrań. Potem już każdy może sobie wyobrazić co było.
                                  ------ u Patrycji ------
Moja wigilia zaczęła się całkiem inaczej niż dziewczyn. Wstałam bardzo szybko bo musiałam pomóc mamie w przygotowaniach. Lepienie uszek, pierogów i takie tam. Na wigilię miałyśmy jechać do babci. Jednak ja nie chciałam zostawiać samego Marcina, on nie chciał jechać do rodziny i wysłuchiwać wszystkich pytań dlaczego się rozwiódł i jak mu się układa. Wieczorem wymyśliłam pewien plan. Podeszłam do mamy i zaczęłam kaszleć.
- Mamo źle się czuję. Boli mnie głowa i mam chyba gorączkę.- powiedziałam z chrypą w głosie
- Żartujesz czy co leć się ubierać bo zaraz jedziemy do babci.
-Mamo ja nie dam rady, głowa mi tam pęknie. Chyba mam gorączkę, pójdę zmierzyć.-Szybko nalałam gorącej wody do kubka i włożyłam termometr. Pokazał 38,7 w sam raz.-Widzisz mam gorączkę.
-No to idź powiedz Karolinie żeby się nie szykowała,zostajemy w domu.
-Mamo nie no co ty nie ma mowy. Wy jedźcie, babci będzie przykro przecież nie zostawisz jej i dziadka samych na wigilię, a jak Karolina się cieszy. Jedźcie zostawicie mi coś do jedzenia i ja naprawdę dam radę. Będziecie do mnie dzwonić, ja się wygrzeję.
-Ty chyba żartujesz nie zostawię cię samej w wigilię.
-Mamo co to wigilia wieczór jak wieczór, teraz podzielimy się opłatkiem i będzie dobrze.-Namawiałam ją jeszcze chyba z 20 minut aż w końcu się zgodziła. Podzieliłyśmy się opłatkiem, i pojechały. Szybko wzięłam prysznic, przebrałam się i wszystko naszykowałam. Potem przyszedł Marcin. Zjedliśmy kolację i z nim również podzieliłam się opłatkiem. Potem oglądaliśmy coś w telewizji. Udaliśmy się do mojego pokoju. Zaczął mnie całować, po szyi, ramionach potem po brzuchu. Pozbyliśmy się ubrań i zostaliśmy w samej bieliźnie. Nagle usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu.
-Patrycja jestem-usłyszałam najpierw a tuż po tym, kiedy weszła do jadalni-Jaki tu syf Patrycja coś ty tu robiła.!!!
-To moja mama szybko ubieraj się- W trybie natychmiastowym byliśmy ubrani i siedzieliśmy na łóżku. Już po chwili mama była  u mnie w pokoju.
-Mama co ty tu robisz tak szybko ?  Kolega przyszedł mnie odwiedzić, jak tylko dowiedział się że mam być sama.-Udawałam zdziwioną, bo teraz tylko to mi zostało.
-Tak wróciłam nie chciałam żebyś była sama w wigilię, Karolina została u dziadków a ja na chwilę wpadłam zobaczyć jak się czujesz. Ale widzę że nic ci już nie jest . A może przedstawisz mi twojego kolegę jak ty to nazwałaś.
-A no tak to jest Marcin.-wstał i podał rękę mojej mamie. Oboje byliśmy gotowi na to że moja mama wyprosi go z domu.
-No to dobrze niech zostanie na noc, tylko bez głupstw proszę.-powiedziała i uśmiechnęła się-A z tobą dziewczyno porozmawiam rano. - i wyszła. My wybuchliśmy śmiechem. Mama pojechała do dziadków bo mieszkają niedaleko. My wróciliśmy do tego co zaczęliśmy wcześniej a potem poszliśmy spać. To była cudowna wigilia, ale wiem że od mamy będzie niezły opiernicz.

Początek grudnia już za nami, mikołajki też. Nie ma wyjazdu do domu bo będzie długa przerwa świąteczna. A Boże Narodzenie zbliżało sie coraz większymi krokami. Teraz już wszyscy na nie czekali. Cały grudzień w bursie. Dzisiaj wybrałyśmy się z Martyną na zakupy świąteczne, jakieś małe prezenty i może jakiś ładny ciuszek. Wstałyśmy szybciej, ogarnęłyśmy pokój, potem śniadanie i do galerii. A w galerii wielki szał świąteczny. Pełno ludzi pchających się do kasy, szperających między wieszakami i przepychających się w przebieralni. My podeszłyśmy do tego spokojnie. Najpierw zaliczyłyśmy sklepy z odzieżą, gdzie każda dokonała małego zakupu,potem obeszłyśmy kilka sklepów z drobiazgami. W galerii spędziłyśmy dobre 3 godziny. Kiedy wyszłyśmy na zewnątrz, zobaczyłyśmy śnieg. Nie wiadomo kiedy spadł. Nie było go nie wiadomo jak dużo ale był. Szybko udałyśmy się w stronę naszej bursy.Po drodze wpadłyśmy jeszcze do kawiarni, żeby napić się gorącej czekolady. Tam usiadłyśmy przy stoliku i złożyłyśmy zamówienie. Po 5 minutach piłyśmy ciepły napój. Na zewnątrz coraz mocniej padał śnieg. Dopiłyśmy czekoladę i założyłyśmy kurtki. Przechodziłyśmy koło jednego ze stolików,a osoba która przy nim siedziała właśnie wstała i nie patrzyła gdzie idzie. Jakiś facet wylał na mnie kawę. Cała upierdzielona kurtka.
-Kurwa człowieku patrz jak łazisz, całą kurtkę mi zalałeś. Masz takie coś jak oczy to ich używaj. Naciąg sobie mocniej te okularki a jak nie pomoże to wybierz się do okulisty jak z takiej odległości nie widzisz.
-Przeprasza nie chciałem. - i w tym momencie zauważyłam, że panem który mnie oblał jest Michał Kubiak a przy stoliku siedzi jeszcze 3 siatkarzy, którzy nieźle się z nas śmieją. Poczułam się głupio. To też trochę moja wina, mogłam patrzeć jak idę. Szybko złapałam Martynę za rękę i wyszłyśmy na zewnątrz.
-O kurwa... Właśnie wydarłaś się na Kubiaka-powiedziała i wybuchła śmiechem.
-No wiem... A widziałaś, tych 3 co siedzieli z nim.
-No ktoś tam siedział ale nie zwróciła dobrze na nich uwagi- powiedziała Martyna i obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Kiedy wróciłyśmy do bursy byłyśmy całe białe ze śniegu. Było już trochę późno więc położyłyśmy się spać.
Rano, dość wcześnie obudziło nas pukanie do drzwi. Oczywiście Martyna nie raczyła się podnieść chociaż miała bliżej do drzwi, ale ona nie da radę. Zwlokłam się z łóżko i otworzyłam. To Piotrek.
-Dziewczyny ubierajcie się i szybko na stołówkę. Ale najpierw zobaczcie przez okno.-Powiedział i poszedł. Zaraz obudziłam Martynę i obie pośpieszyłyśmy w stronę stołówki. Na korytarzu było zimno jak nie wiem co, a na podwórku jedna wielka masakra. Śnieg sypał jak opętany. Do tego wiatr. W stołówce wszyscy uczniowie.
-Jest nam bardzo przykro, ale te święta spędzimy tutaj. Wszystkie samoloty zostały odwołane. Autokaru do jutra nie załatwimy, jest nam bardzo przykro. Teraz prosimy się rozejść do pokoi a resztę informacji powiemy po obiedzie-powiedział dyrektor.
-Oni kurwa są chyba pojebani..-od razu zaczęła Martyna. Obie byłyśmy wkurwione i poszłyśmy zadzwonić do rodziców. Oni też nieźle się wkurzyli. Myślałam że mnie rozniesie, zadzwoniłam do Wojtka. Zaraz był u nas. Zostaliśmy sami bo Martyna poszła do Piotrka. Na święta nie będziemy same, oni też zostają.

Piątek już za nami. Nie był taki zły. Ale dzisiaj wyczekiwana sobota. Z łóżek zwlokłyśmy się po 11, poszłyśmy na śniadanie i trochę ogarnęłyśmy nasz pokój. Wieczorem Wojtek zaprosił mnie do kina i na spacer, jakoś głupio mi było po raz kolejny odmawiać więc się zgodziłam. I tak pewnie przesiedziałabym go sama w pokoju bo Martyna miała iść gdzieś z Piotrkiem. Więc wybrałyśmy się na małe zakupy. Dojechanie do galerii zajęło nam jakieś 40 minut, ale potem miałyśmy sporo czasu, żeby połazić po sklepach.
                                  ------ a u Patrycji ------
Kłótnia z Marcinem szybko się skończyła. W piątek po lekcjach czekał na mnie przed szkołą. Trochę się zdziwiłam jak go zobaczyłam, i szczerze mówiąc chciałam sobie pójść ale nie udało mi się.
-Cześć, czekałem na ciebie-powiedział kiedy złapał mnie za rękę.
-Zauważyłam, co chciałeś-odrzekłam bez entuzjazmu i zabrałam rękę.
-Chciałem Cie przeprosić ale chodźmy do mnie- powiedział i ruszyliśmy w stronę bloku. Kiedy otworzył mieszkanie a ja stanęłam w jego progu przeżyłam szok. W pomieszczeniu pełno płatków róż, na stole wino i bukiet czerwonych kwiatów. Zdjęliśmy kurtki i usiedliśmy przy stole. Najpierw nalał wino do kieliszków, potem złapał mnie za rękę i zaczął:
-Chciałem Cię przeprosić, tak wiem że zachowałem się jak cham ale nie wiedziałem co mam powiedzieć Monice, jeśli chcesz mogę jej powiedzieć żeby nie przychodziła na treningi, zależy mi na tobie.-Był taki smutny kiedy to mówił. Przytuliłam go.
-Ja też chciałam przeprosić. Wtedy za bardzo poniosły mnie emocje. Niech nie przestaje chodzić na treningi przecież oboje wiemy że coś umie. Mi też na tobie bardzo zależy.-Reszty nie dał mi dokończy bo jego usta wbiły się w moje. Po jakiś 30 minutach leżeliśmy w jego łóżku wtuleni w siebie. Czułam się jak w śnie. Niestety nie trwał on już długo bo moja kochana mama zadzwoniła, że mam wracać bo nie ma kto zostać z Karoliną. Próbowałam ją namówić żeby zostawiła ją u jakieś sąsiadki albo ciotki na noc, ale nie udało się. Szybko się ubrałam i Marcin podwiózł mnie pod dom. Potem siedziałam cały wieczór przed telewizorem.
                              ------w tym czasie u mnie ------
Po zakupach moja garderoba  powiększyła się o 3 bluzki i spódnicę. Martyna kupiła sukienkę i 2 bluzki. Potem szybko zjadłyśmy obiad i czas zacząć się przygotowywać. Ja zajęłam łazienkę żeby się pomalować a Martyna zajęła się włosami.Potem zamieniłyśmy się. I zostało nam tylko ubranie. Ja założyłam białą koszulę z czarnym kołnierzykiem i kieszonką, dżinsy i czarne buty na koturnie. Martyna założyła  czarną sukienkę i buty na koturnie. Po 10 minutach przyszedł Wojtek więc ubrałam płaszczyk, wzięłam torebkę i  mogliśmy iść.
-To co najpierw do kina???-zaczął Wojtek po kilku minutach ciszy.
-Jak chcesz-powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Dobra.-powiedział i na jego twarzy również pojawił się uśmiech. Potem temat sam się nasunął i nawet nie wiem kiedy byliśmy już pod kinem. Po raz kolejny przy dobraniu filmu Wojtek nie miał noc do powiedzenia. Więc poszliśmy na jakąś komedię romantyczną. Zajęliśmy miejsca i czekaliśmy bo oczywiście reklamy. Podczas oglądania poczułam że coś dotknęło moją rękę. Szybko zerknęłam co to. Wojtek położył swoją dłoń na mojej. Po 2 godzinach spędzonych w kinie ruszyliśmy na spacer. Wojtek objął mnie w pasie i tak szliśmy po parku. Po chwili dostrzegłam że na ławce siedzi Martyna z Piotrkiem,więc zaraz siedzieliśmy już w czwórkę i śmialiśmy się z byle czego. Siedzieliśmy tak dobrą godzinę. Zaczęło się robić zimno więc ruszyliśmy w stronę bursy.
-My potem do was dołączymy-powiedział Wojtek i chwycił mnie za rękę.
-Co ty chcesz zrobić-zapytałam zdziwiona kiedy chłopak ciągnął mnie za sobą.
-Zobaczysz-tak to właśnie było jego wyjaśnienie. Było już ciemno i dostrzegłam jak ładnie wygląda oświetlone miasto. Potem Wojtek zasłonił mi oczy.
-Co ty robisz??-zapytałam kiedy coraz bardziej się wkurzałam.
-Zaraz zobaczysz-nadal nic nie chciał zdradzić. Szliśmy jeszcze z 3 minuty, potem chłopak ustawił mnie w pewnym miejscu i ściągnął zawiązaną apaszkę z oczu. Staliśmy w miejscu gdzie rosło kilka drzew i nic poza tym. Ale za to jak w tym miejscu było widać niebo, na których świeciło milion  punkcików. Wojtek najpierw podszedł i mnie przytulił a potem tak bez słowa pocałował.
                                -----u Martyny------
Kiedy Martyna wyszła z Wojtkiem jeszcze chwilę czekałam na Piotrka. Potem  zabrał mnie na kolację. Nawet nie wiem jak nazywała się ta restauracja, ale było bardzo romantycznie. Świece, róże i takie bzdety. Spędziliśmy tam dobre 2 godziny, potem udaliśmy się na spacer. Chodziliśmy po parku przytuleni. Czułam się tak niesamowicie, jak jeszcze przy żadnym chłopaku. Potem usiedliśmy na ławce, a za chwilę dołączyli do nas Martyna z Wojtkiem. Oni też wyglądali na bardzo szczęśliwych, chyba wypad do kina się udał. Zaczęło się robić zimno i udaliśmy się do bursy. Wojtek zabrał gdzieś Martynę i zostaliśmy sami.
-Kocham Cię wiesz.-powiedział Piotrek i pocałował w czoło. To było takie słodkie.
-Tak wiem i a ciebie też-opowiedziałam z uśmiechem na twarzy. Potem odprowadził mnie pod same drzwi pokoju, pocałował na pożegnanie i każdy udał się w swoją stronę.

U nas kolejne dni to sama nuda. Nie mieliśmy czasu żeby gdzieś wyskoczyć bo nauka -,- A dzisiaj już czwartek, czyli będzie trening. Rano pobudka, kolejne 7 godzin spędzonym w szkolnych murach, obiad i na salę. Szybko wpadłyśmy na pokoju po rzeczy i na trening. Zaczął się jak zawsze czyli obecność, potem rozgrzewka i trochę pograłyśmy. Piotrek zawołał do siebie Martynę, miało to trwać chwilę jednak zajęło im to trochę więcej. My nie zwracałyśmy na to uwagi i grałyśmy dalej. 2 godziny zleciały strasznie szybko. Poszłyśmy do szatni i tam zaczęły się komentarze starszych dziewczyn."Ej widziałyście ta cała Martyna, poszła z nim do tego pokoju i już nie wróciła. Ciekawe co tam robią". Zaczęła któraś z nich.
-A może zajmiesz się swoją dupą, i popatrzysz co ty robisz a nie innymi się zajmujesz-już nie wytrzymałam. Jeny co ich to obchodzi zero prywatności. Już nic mi nie odpowiedziały, tylko gadały coś sobie pod nosem. Ja nie szczególnie zwracałam no to uwagę. Szybko wzięłam swoje rzeczy i nie miałam zamiaru czekać na Martynę bo wiedziałam, że się szybko nie doczekam. Udałam się w stronę bursy.
                      -------- w tym czasie u Martyny --------
Podczas treningu było mi dość dziwnie. Wejść na salę bez przywitania, i udawać że to tylko trener. Piotrek chyba to zauważył bo po niedługim czasie, zabrał mnie do pokoju. Tam kiedy tylko zamknął drzwi, przyciągnął mnie do siebie i zaczął czule całować. Zapomnieliśmy, że mała firanka jest odsłonięta, a my stoimy na przeciwko małego okna. On szybko podszedł do okienka i zasunął kawałek materiału. Potem posadził mnie na stole i nadal tonęliśmy w pocałunkach. Trening leciał a my nadal siedzieliśmy w pokoju i nie chciało nam się wychodzić. 2 godziny zleciały w mgnieniu oka, i widzieliśmy tylko jak dziewczyny schodzą z boiska i udają się w stronę szatni. Ja siedziałam wtulona w Piotrka i myślałam jak to się stało, że teraz jestem tu z nim i jest nam tak cudownie. Nie chciałam tego przerywać. Niestety ktoś zapukał do drzwi. Musiałam szybko zejść z jego kolan i udawać, że boli mnie ręka. Tak  to któraś z dziewczyn przyniosła kluczyk od szatni, i wścipsko zaglądała co takiego robimy. Jednak zdziwiła się kiedy zobaczyła mnie z łzą na policzku i mocno trzymającą się za rękę. Sztuka aktorska robi za swoje. Stała w tych drzwiach jak wmurowana. Piotrek szybko ją spławił i znów zostaliśmy sami.
-Dziewczyno jesteś wspaniała-powiedział kiedy zamknął drzwi.
-A dziękuję-odpowiedziałam z wielkim bananem na twarzy.
-Dobra musimy się zbierać, wpadniesz do mnie wieczorem?-zapytał Piotrek szukając swojego telefony.
-Jeśli będę miała siłę, to z chęcią wpadnę.-powiedziałam i zabrałam kluczyk ze stołu, aby udać się do szatni w celu przebrania stroju. Szybko się przebrałam i poszłam do pokoju  gdzie na łóżku siedziała wykąpana Martyna.
               -------- a u Patrycji -------
Dzień jak zwykle. Do szkoły ze szkoły do domu, a potem do Marcina pooglądać jak radzą sobie na boisku gimnazjalistki. Na sali byłam trochę za wcześnie, więc mogłam nacieszyć się pocałunkami Marcina. Potem już zebrały się dziewczyny, więc ze swojego pokoju wyłonił się Marcin a zaraz za nim podążałam ja. Grzecznie usiadłam na ławkę i wszytko oglądałam. W połowie treningu dostrzegłam jedną okropną rzecz. Do trenera lepi się jakaś dziewczyna, a widać że jemu się to podoba i nie ma nic przeciwko. Lepiła sie do niego coraz bardziej. Starała udawać, że nic nie umie i Marcin pokazywał jej każde ćwiczenie dokładnie jak nikomu innemu. A kiedy już nawiązywała z nim kontakt patrzyła na mnie drwiącym wzrokiem. Ja nie wytrzymałam, wstałam i wyszłam. Na korytarzu założyłam kurtkę. Nie zdążyłam otworzyć drzwi bo za rękę złapał mnie Marcin.
-O co ci chodzi?-zapytał jakby nic nie zauważył
-O co? o tą małą debilkę, która robi wszystko żebyś tylko zwrócił na nią uwagę. Przecież wiesz jak ona dobrze gra a teraz co udaje że nic nie umie żebyś tylko wszystko jej pokazał.A ty udajesz, że nic nie widzisz i jak grzeczny trener robisz to co ona sobie chce.- powiedziałam jeszcze bardziej wkurzona niż jak wychodziłam stamtąd.
-Jejku nie przesadzaj przecież ona jest z gimnazjum. Mam ją olać i powiedzieć "przecież umiesz, nie rób ze mnie idioty" ?
-A czemu nie. Pewnie lepiej iść i być posłuszny żeby tylko sobie nie poszła!-wykrzyczałam. On starał się mnie przytulić ale ja odepchnęłam go i rzuciłam tylko-Wiesz co rób sobie co chcesz. Idź do niej ja mam to gdzieś.-i wyszłam. Tak mnie wkurwił -,- Przyszłam do domu zapłakana, i zamknęłam się w swoim pokoju. Zaraz pod drzwiami znalazła się mama i Karolina. Zaczęło sie wypytywanie co się stało i takie tam. Krzyknęłam że nic w włączyłam muzykę. Marcin dzwonił 15 razy, ale ja nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Wyłączyłam telefon, wtuliłam się w poduszkę i zasnęłam.
                          -------- a u mnie --------
Kiedy byłam już pod samą bursą, zauważyłam, że ktoś całą drogę za mną idzie. Był ubrany na czarno i szczerze mówiąc trochę się wystraszyłam. Wchodziłam już po schodkach, i ten "ktoś" złapał mnie z rękę. Aż podskoczyłam. Nagle osoba zdjęła kaptur i proszę Wojtek. Wkurzył mnie ja nie wiem co.
-Człowieku ty nie masz co robić tylko ludzi straszyć?-powiedział i zabrałam moją rękę.
-No przepraszam nie chciałem Cię wystraszyć. Wiem głupi pomysł. Ale chciałem Cię zaprosić na spacer.
-Teraz na spacer nie ma mowy. Właśnie wracam z treningu.
-No proszę na chwilę.-Wojtek nie dawał za wygraną, jednak ja też nie.
-Nie naprawdę, jutro albo kiedy indziej. Dzisiaj nie dam rady.-Powiedziałam i weszłam do budynku.
-No dobra szkoda. To cześć.-krzyknął za mną. Tak poprostu go spławiłam. Nie chciało mi się łazić teraz na jakieś spacerki. Weszłam do pokoju wzięłam prysznic, i oglądałam jakiś film. Potem przyszła Martyna i musiałyśmy wszystko obgadać.

Poniedziałek zaczął się koszmarnie, rano nie chciało się wstawać, lekcje strasznie się wlokły. Po 7 godzinach spędzonych w szkolnej ławce, byłam zmęczona i myślałam tylko o tym żeby jak najszybciej położyć się spać. Po obiedzie wróciłyśmy do pokoju i wskoczyłyśmy do łóżek. Nawet nie chciało nam się gadać, od razu zaspałyśmy. Po jakiejś godzinie może trochę  więcej obudził nas dzwoniący telefon Martyny.Zwlokła się z łóżka i sięgnęła po telefon. Chwilę rozmawiała a ja po raz kolejny próbowałam usnąć. Niestety kiedy tylko skończyła wskoczyła na moje łóżko i kazała wstawać.
-Wojtek dzwonił, idziemy do kina-powiedziała i zabrała mi kołdrę.
-No to idźcie, ja zostaję-mruknęłam i znów się przykryłam.
-Żartujesz sobie, ,idziesz z nami bez gadania.-musiałam ustąpić bo wiedziałam, że się nie odczepi. Jakoś wygramoliłam się z łóżka i udałam do łazienki. Ogarnęłam  twarz i włosy, potem założyłam bluzę i kurtkę.Martyna była już gotowa, więc wyszłyśmy. Pod bursą czekał Wojtek.Szłam przymulona  jak nigdy.
-A ty co nic się nie odzywasz ? -zaraz zauważył blondyn.
-Bo mnie ze snu wyrwaliście.
-Wyśpisz się w nocy, trzeba trochę się dotlenić.-ciągnął dalej
-To ja wolę go dotleniać w moim łóżeczku, mogę okno otworzyć.
-Oj nie marudź i się rozchmurz-Wojtek nie dawał za wygraną. Widział, że mi nie przechodzi i już pod samym kinem tak po prostu mnie przytulił. Nie wiedziałam jak się zachować, przecież znam go dopiero 3 dni.
-No już wystarczy tych czułości-rzuciłam i weszłam do budynku. Potem wybrałyśmy z Martyną jakąś komedię romantyczną. Wojtek  przez chwilę próbował nas namówić na  coś innego, ale potem uświadomił sobie, że nie ma nic do gadania. Kupiliśmy bilety, a potem zajęliśmy miejsca. Siadłam  w środku. Na film nie czekaliśmy długo. Oczywiście ja sierota wysypałam popcorn na ziemię. Nie wypadało ta tego zostawić więc schyliłam się żeby pozbierać zawartość kubełka. Kiedy Wojtek zobaczył, że zbieram coś z ziemi zaraz sięgnął mi pomóc.
-Pomogę-powiedział i zaczął zbierać z ziemi.
-Nie trzeba, dam sobie radę-powiedziałam, przecież nie będzie przerywał oglądania przeze mnie. On jednak nie dał za wygraną i razem ze mną zbierał prażoną kukurydzę z podłogi. W pewnym momencie nie wiem czy specjalnie a może niechcący złapał mnie za rękę. Ja nie wiedziałam jak mam się zachować, odruchowo zabrałam rękę i spojrzałam na niego. Ten tylko się uśmiechną. Skończyliśmy zbierać i powróciliśmy na miejsca.
-Co wy tam robiliście?-zaraz  zapytała Martyna
-Popcorn zbieraliśmy-odpowiedziałam i zajęłam się oglądaniem filmu. Trwał jakieś 2 godziny, był dość fajny. Potem szybko do bursy. Wojtek jako dobry kolega odprowadził nas pod same drzwi budynku i przytulił na pożegnanie. Kiedy tylko weszłyśmy do pokoju i ściągnęłyśmy kurtki Martyna zaczęła.
-Podobasz się mu.-powiedziała i uśmiechnęła się.
-Ale nie wiem o co Ci chodzi.-chciałam uniknąć tego tematu.
-Wiesz wiesz. On tobie też-ciągnęła dalej
-No właśnie ja nie wiem czy on mi się podoba. Jakoś tak się przy nim krępuję.
-To dlatego, że niedawno się poznaliście-i na tym ta rozmowa się skończyła. Martyna poszła do łazienki. Ja przepakowywałam książki i usłyszałam dźwięk przychodzącego sms'a. "Mam nadzieję, że film się podobał. Słodkich snów :* /Wojtek". No tak Martyna już podzieliła się moim numerem. Nie wiedziałam co mam odpisać więc postawiłam na "Film fajny. Dziękuję dobranoc". Kiedy tylko Martyna wyszła z łazienki, postanowiłam wyjaśnić tą sprawę.
-Dałaś mu mój numer?-zaczęłam
-Nie wiem o czym mówisz.
-Już do mnie napisał.
-To chyba dobrze :D No on tak prosił nie ładnie było mu odmówić-odpowiedziała. Niech jej będzie. Teraz ja wzięłam prysznic. A potem jak zawsze spać;D

W sobotę punkt 10 byłyśmy na lotnisku i czekałyśmy na Patrycję. Ludzi było masa, ciężko było się przepchać. Usiadłyśmy na jakieś ławce i tam spokojnie czekałyśmy.
                                -------- a u Patrycji --------
Pobudka strasznie wcześnie, bo już o 4:00. Wywlokłam się z łóżka ogarnęłam, ubrałam zjadłam śniadanie i wyszłam.  Przed blokiem czekał już Marcin. Wyszedł po mnie, przywitał słodkim całusem, potem otworzył drzwi w samochodzie. Już po chwili byliśmy pod domem Wojtka, on szybko wsiadł i na lotnisko. Dojechaliśmy na 5:30 więc jeszcze chwilę mogliśmy sobie pogadać. Marcin przytulił się do mnie i nie chciał puścić.
-Marcin o co Ci chodzi? -zapytałam z wielkim zdziwieniem.
-Ale co ? -odparł równie zdziwiony.
-No to, że się do mnie przykleiłeś
-A co nie mogę. Dobra już.
-Nie. nie że nie możesz tylko, że nigdy tak się do mnie nie przytulałeś.
-No bo jedziesz i Cię aż przez dwa dni nie będę widział. Stęsknię się.
-Spokojnie to przecież tylko 2 dni. Ja też się będę tęsknić ale bez przesady.- mocno go przytuliłam i trzeba było już iść. Wzięłam Wojtka pod rękę i poszliśmy do samolotu. Tam zajęliśmy miejsca i przez prawie całą drogę śmialiśmy się z niczego. Aż ludzie zaczęli się oglądać, więc trzeba było się ogarnąć.
                                --------- tym czasem u mnie --------


 Za niecałe 15 minut zauważyłyśmy Patrycję i wlokącego się za nią chłopaka. To pewnie ten jej kuzyn. Wlókł za sobą chyba z 4 torby pewnie zajął się torbą kuzynki.
-Hejjjj ;D-pierwsza podbiegła Patrycja szybko się przywitałyśmy. Potem Martyna przywitała się z Wojtkiem.
-A wy się jeszcze nie znacie.. xd-szybko dostrzegła Patrycja.-A więc Martyna to Wojtek, Wojtek to Martyna.-powiedziała.
-Cześć-powiedział blondyn i oddał  Patrycji jej walizkę.
-Hej-odpowiedziałam i wszyscy ruszyliśmy w stronę naszej bursy. Tam wszystkie rzeczy wylądowały na podłodze. Chwilę tam posiedzieliśmy a potem poszliśmy na śniadanie. Szybko zjedliśmy, i kolejnym planem było znalezienie mieszkania Wojtka, w którym teraz będzie mieszkał. Wziął wszystkie torby i udaliśmy się na poszukiwanie. Trzeba było popytać jakiś 8 osób i trafiliśmy. Mieszkanie wynajmował jakiś jego brat a teraz on je przejął. Kiedy weszliśmy, przeżyliśmy szok. Widać, że jego brat zrobił sobie przyjęcie pożegnalne i nie zdążył posprzątać. Był takie syf, wszytko latało po ziemi, cały zlew naczyń nawet książki z półek były powywalane. Wojtek od razu przeprosił nas za ten syf. My zgodnie powiedziałyśmy, że nie ma sprawy i że pomożemy mu posprzątać. Patrycja zajęła się zmywaniem naczyń, Martyna zamiataniem a ja układaniem wszystkiego na półki. Zaczęłam zbierać książki z podłogi.
-Czekaj pomogę Ci-zaproponował Wojtek.
-Okej, to może ty je mi podawaj a ja będę układać- Zgodził się. Szybko zbierał książki i wszystkie pierdułki, a ja je starannie układałam. Szybko uwinęliśmy się z tym, Wojtek pomógł zejść mi z krzesła. Teraz mieszkanie jakoś wygląda. Potem poszliśmy coś zjeść. Weszliśmy do jakieś małej, ale przytulnej restauracji. Każdy zamówił, potem szybko zjedliśmy i udaliśmy się na miasto. Łaziliśmy tak do ciemnej nocy. Później Wojtek odprowadził nas pod bursę i sam poszedł do swojego mieszkania. My miałyśmy ciekawą noc, zaczęłyśmy oglądać jakiś film, ale stwierdziłyśmy, że nam się nie chce. Martynę filmy przed snem nieźle usypiają, stało się tak też teraz.  Nawet nie wiem kiedy ona zasnęła. Mi i Patrycji jeszcze sie spać nie chciało. Za to śmiałyśmy się jak głupie, ciężko było złapać oddech. W ten sposób obudziłyśmy Martynę trzy razy. Za trzecim ona też nie myślała o spaniu i gadałyśmy chyba do 5. Potem padłyśmy jak muchy i spałyśmy do 14. Wstałyśmy, ogarnęłyśmy się i przebrałyśmy i udałyśmy się na obiad. Niestety Patrycja miała samolot już o 16 więc przyszłyśmy i musiała się zbierać. Wzięła swoje rzeczy i na lotnisko. Wojtek pojechał z nami, żeby pożegnać swoją kochaną kuzynkę ;D. Przyszliśmy na czas więc nie czekaliśmy. Pożegnaliśmy się z nią i do bursy. Na podwórku coraz zimniej, idzie zima.
-Jeny jak zimno-powiedziałam i schowałam ręce do kieszeni kurtki.
-Chcesz kurtkę-zapytał  Wojtek
-Nie przestań, nie trzeba- odpowiedziałam z niezłym zdziwieniem. Wtedy podszedł do mnie i objął mnie swoją ręką w pasie.
-Może tak będzie Ci trochę cieplej-powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Może tak-powiedziałam i szybszym krokiem ruszyliśmy w stronę bursy. Nie zajęło nam to dużo czasu. Wojtek pożegnał sie z nami i udał się w przeciwnym kierunku. My wbiegłyśmy do pokoju, szybko się wykompałyśmy i do ciepłego łóżeczka. ;D

Ten weekend spędzamy w Londynie, więc zaprosiłyśmy Patrycję. Przyjedzie z jakimś kuzynem, którego z chęcią poznam. Dzisiaj piątek, a ja po szkole cały czas siedzę sama w pokoju, bo Martyna włóczy się gdzieś z Piotrkiem.

                          -----------A u Patrycji......-----------
Po aferze z Karoliną, bura była niezła i kara też na szczęście już się skończyła.  I tak ciężko było przekonać mamę, żebym mogła jechać do dziewczyn. Na szczęście leci też Wojtek. Znalazł w Londynie jakąś pracę i narazie się tam przeprowadza, i  obiecał mojej mamie, że będzie miał na mnie oko. Tak gadać sobie może, pewnie będzie łaził razem z nami. Więc lecimy jutro o 6, trochę wcześnie, ale dzisiaj obiecałam, że spędzę dzień z Marcinem. Wróciłam ze szkoły, zjadłam byle co, przebrałam się i ruszyłam w stronę sali, gdzie miał trening z dziewczynami z podstawówki. Doszła bardzo szybko, weszłam i trafiłam akurat na zbiórkę. Weszłam do pokoju gdzie siedzi z innymi nauczycielami wychowania fizycznego, i grzecznie ściągnęłam kurtkę wieszając ją na krześle. Po chwili przyszedł i przywitał mnie gorącym całusem, słusznie bo ostro zmarzłam. Potem wyszliśmy i grzecznie usidłam na ławkę, patrząc jak pokazuje kolejne ćwiczenia dziewczynką. Trening trwał dość długo, ale potem zostaliśmy we dwójkę.
-No to co robimy-zapytałam, wrzucając kolejną piłkę do kosza.
-Na dzisiaj mam dla ciebie niespodziankę-odpowiedział, i po raz kolejny namiętnie mnie pocałował.
-Dobra, dobra wiesz, że nie lubię czekać-nie wiedziałam co znowu wymyślił.
-No spokojnie, ubieraj się-powiedział z wielkim uśmiechem na twarzy, i równocześnie pomógł ubrać mi kurtkę, następnie ubrał swoją i w objęciu wyszliśmy z sali. Wsiedliśmy do jego auta i ruszyliśmy. Po krótkim czasie byliśmy pod jakimś blokiem.
-To teraz Ci powiem-zaczął mówić kiedy mu przerwałam
-No mów mów..
-Chcę Cię przedstawić Wojtusiowi. Pomyślałem, że spędzimy dzisiejszy dzień razem. Już wszystko ustalone. Mam nadzieję, że nie jesteś bardzo zła.-Byłam zła, mógł mi chociaż powiedzieć, ale dobra niech mu będzie
-Nie nie jestem. Leć po niego-powiedziałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy. Chyba to zauważył bo trochę się wahał zanim wysiadł z auta, ale po moim zapewnieniu, że naprawdę nie mam nic przeciwko temu, szybko ruszył w stronę budynku. Dość długo czekałam, ale wreszcie zobaczyłam ich wychodzących z bloku. Tak słodko wyglądali, obaj ucieszeni jak rzadko. Mały był trochę zdziwiony i zawstydzony kiedy zobaczył, że w samochodzie siedzę, ale po krótkim czasie się przekonał i opowiadał nam o wszystkim co było w przedszkolu. Dojechaliśmy pod mieszkanie Marcina, i szybko ruszyliśmy do środka. Tam Wojtuś w końcu czuł się jak dawniej, przynajmniej tak nam wciąż powtarzał. Szybko wyciągnął zabawki z dużego pudła i zaczęliśmy się bawić. Najpierw misiami, potem układaliśmy klocki lego, potem w ruch poszły jakieś figurki. Był taki zmęczony, a nadal chciał się bawić. Nie dał sobie przemówić, żeby trochę odpoczął.
-To ja przygotuję coś do jedzenia-zaproponowałam i ruszyłam w stronę kuchni, w lodówce prawie pustki więc postanowiłam, że zrobię naleśniki z nutellą. Chwyciłam po patelnię i potrzebne składniki. Po 30 minutach na stole stały gorące pyszności. Zawołam chłopców, którym trudno było przerwać zabawę. Jakoś dali sie namówić. Szybko zabraliśmy się za konsumowanie późnego obiadu. Potem włączyliśmy jakieś bajki i wygodnie usadowiliśmy się na kanapie. Po niecałej godzinie Wojtka zaczęło nosić, już nie mógł usiedzieć. Zaczęliśmy się wygłupiać, gilgotać i bić poduszkami. Szybko pobiegł do pokoju po jakąś większą poduszkę.
-Dziękuję- powiedział zasapany Marcin.
-Ale za co
-Dobrze wiesz za co. Wiesz, że Cię bardzo kocham-powiedział i namiętnie mnie pocałował. Zauważyłam, że od kilku minut patrzy na nas Wojtuś. Oderwałam się od Marcina, kiedy zobaczył to mały szybko rzucił się na nas i zaczął z całych sił uderzać poduszką. My zaczęliśmy go gilgotać. Mały poczuł się zmęczony i powróciliśmy do opcji bajek. Kiedy tak oglądaliśmy, nawet nie wiem kiedy Wojtuś przytulił się do mnie i swoim jakże słodkim głosikiem powiedział
-Będziesz moją drugą mamusią-a zaraz po tym na jego twarzy pojawiły się jednocześnie uśmiech i czerwoniutkie rumieńce.
-To zależy od twojego tatusia-opowiedziałam trochę skrępowana. On popatrzył się na Marcin, ten pokiwał mu głową i po 10 minutach mały usną. Ja jeszcze chwilę posiedziałam z Marcinem, a potem ruszyłam do domu. Przecież jutro trzeba tak szybko ruszać.
                -------W tym samym czasie u Martyny i Piotrka -------
Po szkole umówiłam się z Piotrkiem na sali. Szybko wróciłam do pokoju, zmieniłam ciuchy i ruszyłam. Na sali znalazłam się migiem bo nie chciałam, żeby za długo na mnie czekał. On właśnie skończył trening i miał czas tylko dla mnie. Na przywitacie delikatnie musnął mnie prosto w usta.
-To co będziemy robić-zapytałam,  odrywając się od niego.
-Miałem zamiar zabrać Cię na spacer-odpowiedział z uśmiechem na twarzy. Szybko ubrał kurtkę i wyszliśmy z sali. Poszliśmy w stronę jakiegoś parku. Usiedliśmy na ławce.
-Chciałem Cię przeprosić-zaczął cichym głosem.
-Przeprosić, niby za co?-zagiął mnie kompletnie nie wiedziałam o co mu chodzi.
-No za wczoraj, dobrze się nie znamy a ja już tak od razu. To tak samo, ja nie miałem nad tym panowania. Wiem za bardzo się narzuciłem, mogłem Cię zabrać do jakiegoś ładniejszego miejsca a nie w szatni.-Powiedział wciąż patrząc się w ziemię.
-Ale, nic się nie stało gdybym nie chciała to bym ci to powiedziała.-mówiłam patrząc prosto w jego oczy. Potem czule go pocałowałam. Był taki skrępowany i zestresowany.
-No już spokojnie-szybko powiedziałam i chwyciłam go za rękę.
-No dobra to chodźmy gdzieś na kawę-powiedział, żeby tylko zmienić ten krępujący temat.
-Dobra-powiedziała. On objął mnie w pasie i ruszyliśmy w stronę jakieś kawiarni. Nagle zaczął lać deszcz. Szybko ruszyliśmy w stronę bursy. Piotrek pociągnął mnie do swojego pokoju, który totalnie różnił się od naszych. Byłam cała mokra i zmarznięta. Ściągnęłam z siebie mokre ubranie i zostałam w samej bieliźnie, podeszłam do jego szafy i wyciągnęłam jakąś koszulkę. On też szybko zmienił swoje ubranie i ciepło przytulił. Położyliśmy się na łóżku i włączyliśmy telewizor. Na zewnątrz zapał zmrok, my nadal leżeliśmy wtuleni w siebie, oglądając jakąś komedię. Uświadomiłam sobie, że nie wrócę teraz do pokoju, bo po korytarzu kursują nauczyciele. Więc zostaję tu na noc, a wiedziałam jak się to skończy. On też już to wiedział i zaczął całować mnie coraz namiętniej i schodził coraz niżej. Zdjął ze mnie ubranie, potem pozbył się bielizny, z niego też ubrania szybko zniknęły. Po raz kolejny tonęliśmy w namiętności. Po tym wskoczyliśmy pod prysznic, a później wtuleni w siebie położyliśmy się spać.
                                 ------------A u mnie------------
A u mnie wciąż to samo. Siedziałam sama i oglądałam jakieś filmy, tylko nie wiedziałam co z Martyną. I w tej chwili dostałam od niej sms'a "zostaję na noc u Piotrka, będę rano. Kocham Cię <3" Czyli już wiem co z nią. Poszłam pod prysznic a potem położyłam sie spać.

Dni mijały szybko, szkoła-bursa-szkoła-bursa i tak w kółko. Ale nareszcie nadszedł czwartek, więc trening :D Szybko wstałyśmy, jak zawsze do łazienki, potem śniadanie, szkoła i zbawienie SALA :) Weszłyśmy do szatni, przebierałyśmy się kiedy nagle ostro zakręciło mi się w głowie, usiadłam i z reakcji Martyny nieźle zbladłam. Szybko chwyciłam po butelkę z wodą, jeszcze chwilę posiedziałam i jakoś przeszło. Nie byłam pewna czy powinnam iść na trening, no ale byłyśmy tylko we 2 i nie chciałam tak zostawiać Martyny, najwyżej szybciej wyjdę. Szybko skończyłam się przebierać, związałam włosy i szybkim tempem ruszyłyśmy w stronę boiska. Tam czekał już Piotrek, zgodne "dzień dobry" i wzięłyśmy piłki. Mi kazał ćwiczyć zagrywkę a sam zajął się Martyną. Znów się do niej miział, a ja widziałam, że ona też nie ma nic przeciwko. No nic ja dalej wykonywałam to co kazał mi trener. Minęło dobre 30 minut, a mnie coraz mocniej bolała głowa.Widziałam też, że nie robiło by większej różnicy gdyby mnie tu nie było.
-Proszę pana.... Ja muszę iść- powiedziałam krótko i odłożyłam piłkę do koszyka.
-Ale coś się stało-zapytał, wciąż odbijając z Martyną.
-Nie nic mi nie jest. Do widzenia-szybko odpowiedziałam i poszłam do szatni. Tam w szybkim tempie się przebrałam i do pokoju, myślałam tylko o jakimś środku przeciwbólowym i wygodnym łóżeczku. Szybko zamieniłam to w czyny. Wpadłam do pokoju, sięgnęłam po APAP, wzięłam prysznic i położyłam się pod kordełkę. Włączyłam jakąś muzykę i tak sobie leżałam.
                                                            ---Tym czasem u Martyny---   
 Zostaliśmy sami, nawet nie wiem co jej było, że tak szybko wyszła. Chciałam za nią pójść, ale Piotrek wciąż pokazywał nowe ćwiczenia więc nie zdążyłam bo słyszałam jak trzasła drzwiami wychodząc z sali. Odbijaliśmy, a ja ciągle widziałam, że stara patrzeć mi się prosto w oczy. To było taki słodkie, a z drugiej strony trochę krępujące, ale przecież nic mu nie powiem. Starałam zachowywać się normalnie, Było tak dziwnie. Zapadła dość niezręczna cisza, którą przerwał mój dzwoniący telefon, szybko ruszyłam w jego kierunku. To mama... zazwyczaj dzwoniła wieczorem, więc trochę sie wystraszyłam. Kiedy tylko ją usłyszałam  wiedziałam, że coś się stało. Jej głos drżał, jakby bała mi się o tym powiedzieć. Szybko zapytałam co się stało, ona wszystko powoli mi opowiadała. Ja ruszyłam w stronę szatni zostawiając Piotrka na środku boiska samego. Doszłam do szatni i tam pękłam, ryczałam jak nigdy. Usiadłam w kącie pomieszczenia i nawet nie myślałam żeby się podnieść. Usłyszałam, że ktoś puka do drzwi.
-Mogę wejść-zapytał, tak teraz już wiedziałam, że to Piotrek. Ja nie mogłam wydusić z siebie dźwięku. A on nie patrząc czy mu odpowiedziałam wszedł do szatni. Kiedy zobaczył mnie tak siedzącą podszedł i usiadł koło mnie.
-Co się stało?-zapytał strasznie przejęty.
-Mama zadzwoniła.... i.....-ciągle głos łamał mi mój płacz.
-Spokojnie....
-No moja chrzestna miała poważny wypadek samochodowy, nawet nie wiem co z nią jest tak dokładnie. Pewnie pomyśli pan, że to tylko jakaś ciocia, ale ja byłam z nią strasznie zżyta. Była dla mnie jak druga mama.-powiedziałam i wybuchłam jeszcze mocniejszym płaczem.
-Rozumiem Cię i wcale nie uważam, że to głupie.  Nie martw się wszystko będzie dobrze i nie mów do mnie Pan jestem Piotrek tak będzie prościej.-spokojnie powiedział i tak po prostu mnie przytulił. Potem pocałował w czoło, był taki kochany. Trochę się uspokoiłam, usiedliśmy na ławce. Wtedy już udało mu się spojrzeć w sam środek moich zapłakanych oczu. I właśnie w tej chwili, nawet nie wiem w jaki sposób pocałował mnie, ale jak pocałował był taki namiętny.
-Zaczekaj chwilkę-powiedział z jakże dużym uśmiechem na twarzy i wyszedł z szatni. "No tak przelizał mnie i sobie poszedł"  myślałam, ale on taki nie był po chwili wrócił z kluczykiem. Włożył go do dziurki w zamku i dwa razy przekręcił. Podszedł, jego ręce poczułam ma moich policzkach, znów mnie pocałował. Po raz kolejny tak wspaniale. Żaden z moich chłopaków takie nie był, taki czuły i namiętny, Szybko uporał się z moimi ciuchami, a ja pozbyłam się jego koszulki. Resztę chyba możecie sobie wyobrazić. Tonęliśmy w namiętności. Był taki delikatny,nawet przez chwilę nie pomyślałam,że to mój nauczyciel. Czułam się jak z najbardziej kochającą osobą.  Po tak miło spędzonym razem czasie odprowadził mnie pod drzwi pokoju, choć oboje wiedzieliśmy, że nie powinniśmy bo przecież to trener i takie tam, dlatego udawałam, że kuśtykam. Dla niego wszytko. Z radością weszłam do pokoju i włączyłam światło. Za co zaraz zebrał mi się ochrzan od śpiącej Martyny. Uspokoiłam ją i wszystko opowiedziałam. Gdyby wtedy nie wyszła to pewnie to wszytsko by się nie wydarzyło. Dlatego jej bardzo podziękowałam. Skoczyłam pod prysznic, a potem poszłam spać, choć ciężko było mi zasnąć po tak wspaniałym "treningu" :D
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
jak pewnie zauważyliście na blogu pojawiły się małe zmiany. Mam nadzieję, że się spodoba. 
Miłego czytania :)  Martyna. 

Niedziela zleciała strasznie szybko, musiałam się spakować i tym razem dość szybko wyjechaliśmy na lotnisko. Tam czekała już Martyna, i dość nowych osób. Byli też znajomi, którym spokojnie przedstawiłam przyjaciółkę.
-A mi to już nie przedstawisz swojej koleżanki?-zza pleców odezwał się Filip.
-Tylko, tym którzy zasłużyli ją przedstawiam-odpowiedziałam jakże miłym głosem.
-A ja nie zasłużyłem?-widać chciało mu się kłócić, ja również nie miałam nic przeciwko.
-Czym, byś miał sobie zasłużyć? Może tym, że mi walizkę wywaliłeś, naprawdę dzięki wielkie.- odrzuciłam i czas wsiadać do samolotu. Tam już nie zawracałam sobie nim głowy. Kminiłyśmy z Martyną jak zrobić żebyśmy były razem w pokoju. Po jakiś 3, no może trochę więcej byliśmy na miejscu, tam ja poszłam do pokoju, a nowi mieli zostać u pani. Tam im podała klucze do pokoi i takie tam. Po rozpakowaniu się na kolację. Zajęłyśmy miejsce z Martyną.
-No teraz się pochwal kim był ten chłopak, z którym na lotnisku tak miło rozmawiałaś-przypomniało jej się, a miałam już taką nadzieję, że nie zwróci na to uwagi.
-A to był Filip, dawny chłopak z biblioteki, pamiętasz? opowiadałam ci o nim... Okazał się totalnym kretynem i nie mam zamiaru mieć z nim nic wspólnego.
-Dlaczego, dość fajny jest-nadal ciągnęła Martyna.
-Na pierwsze wrażenie może tak, ale nie na dalszą metę- odpowiedziałam i temat się skończył. Po kolacji poszłam na chwilę do pokoju Martyny. Tam siedziała Olka z jakąś dziewczyną, widać, że się polubiły. Plan był jeden zamienić się z tą dziewczyną miejscem w pokoju.
-Ola możemy pogadać?-zaczęłam miło jak nigdy.
-NO co chcesz?- ona nie była już taka miła, ja jednak ciągłam dalej.
-No wiesz widzę, że zakolegowałaś się z tą nową, a jak pewnie zauważyłaś ja przyjaźnię się z Martyną, a więc czy ta twoja koleżanka nie chciałaby się zamienić ze mną miejscem w pokoju. Wiesz ty byś miała lepiej nie musiałabyś oglądać mojej gęby i przy okazji byś miała koleżankę blisko siebie, więc co ty a raczej wy na to?-czekałam na odpowiedź, a Olka poszła się skonsultować z nową koleżnką. Po chwili przyszła iiiii:
-Leć po swoje rzeczy, ale się sprężaj.
-Olu jakże my wam dziękujemy-rzuciłam szybko i pobiegłam do pokoju po rzeczy. Pakowanie tylko ich zajęło mi dobrą godzinę. Potem wyjaśniłam wszytko Julce i Zuzi i obiecałam, że nadal będziemy się kolegować. Potem ze wszytkim co tutaj miałam pobiegłam do pokoju numer 6. Tam kolejną godzinę zajeło mi rozpakowanie tych pierduł. Było grubo po 24 a my dalej gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Jednak uświadomiłyśmy sobie, że jutro trzeba do szkoły i postanowiłyśmy iść spać.
 Rano obudziłam się, nie słysząc żadnego budzika. Pierwszą myślą było to, że jest jeszcze grubo przed budzikiem. Jednak to zbyt podejrzane, że jest tak jasno o 6. Chwyciłam po telefon iii jednak zaspałyśmy. Godzina 8:30 a my w łóżkach. Zerwałam sie z niego jak nigdy.
-Martyna kur** wstawaj, zaspałyśmy-szybko krzyknęłam i udałam się w stronę łazienki.
-Co ty pierdol***, przecież budzik jeszcze nie dzwonił-odezwała się zaspana spod kordły.
-A nastawiłaś? No właśnie ja też nie, więc lepiej się ruszaj.-mówiłam z pełną gębą pasty do zębów.
-Myślałam, że ty ustawiłaś.
-Ty nie myśl, tylko wstawaj!!!- ganiałyśmy po pokoju jak opentane. Wyrobiłyśmy się dość szybko o 9:15 byłyśmy pod klasą, strach nas obleciał, bo teraz lekcja akurat z  wychowaczynią.
-Dzień dobry, przepraszamy za spóźnienie-powedziałyśmy wchodząc do klasy. Nie zrobiła nam żadnej bury, co dziwne. Kazała zająć miejsca. A jednak na koniec lekcji kazała nam zostać na chwilkę. Zaczęła gadać, że nie chcę żebyśmy się następnym razem spóźniały i takie tam. My jako grzeczne uczennice obiecałyśmy poprawę. Reszta lekcji zleciała strasznie szybko. Potem trening. Dzisiaj szła też Martyna. Szybko wróciłyśmy do pokoju, trochę ogarnęłyśmy ryjce, wzięłyśmy potrzebne rzeczy i szybko na salę. Tam dziewczyny się przebierały. My wyszłyśmy na końcu. Na boisku czekał już pan Piotrek. Szybko sprawdził obecność.
-A ciebie tu chyba jeszcze nie było?-zwrócił się do Martyny, a potem na jego twarzy pojawił się uśmieszek.
-Nie, jestem tu pierwszy raz.-odpowiedziała i również się uśmiechnęła.
-To przedstaw się nam-dalej ciągną rozmowę. Martyna przedstawiła się i jeszcze przez chwilę rozmawiali.
-Dobra to teraz dobierzcie się w pary, a ty Martyna choć będziesz ze mną- wzrokiem wskazał na Martynę. Ale jakim wzrokiem. Nigdy tak się jeszcze nie patrzył, na żadną z nas. Ja byłam z Julką. Coś mi się wydawało, że między trenerem a nową uczennicą coś będzie. Martyna była strasznie zestresowana. Zauważył to również Piotrek.
-No nie stresuj się już, widać że potrafisz tylko tak się nie stresuj, choć pokażę ci kilka ćwiczeń.-powiedział i podszedł do dziewczyny. My z Julką stałyśmy zaraz obok nich więc wszystko widziałam bardzo dobrze. Najpierw pokazywał jej jakieś ćwiczenia na rękce, potem na brzuch. Przy kolejnych ćwiczeniach zbliżał się coraz bardziej. Stanął za nią i chwycił za biodra. Gadał, że to jakieś ćwiczenia, ale ja wiedziałam, że to tylko wymówka. Jego wzrok był utkwiony tylko w nią, nie zwracał uwagi na nas, był tak wpatrzony w Martynę. Trening dobiegł końca, wszystkie udałyśmy się w stronę szatni. Ten trening nie był normalny, Piotrek zachowywał się jakby poza Martyną na sali nei było nikogo innego. Czyżby miłość od pierwszego wejrzenia, a tym bardziej ćwiczenia hahha xd
-Dlaczego mi nie mówiłaś, że on jest tak zajebi***-mówiła podekscytowana Martyna, kiedy byłyśmy już w pokoju.
-Bo nigdy taki nie był. Spodobałaś mu się a z tego co wiem nie jest w żadnym związku-odpowiedziałam i udałam się do łazienki. Kiedy wyszłam jeszcze chwilę o tym pogadałyśmy i postanowiłyśmy dziś szybciej iść spać bo nie chcemy znów zaspać.

Rano wstałyśmy po 12, a w prawdzie to Patrycji siostra zrobiła nam niezłą pobudkę, wskakując na łóżko. Nie obeszło się bez  siostrzanej kłótni, to tak z miłości. Pierwsze co to "gdzie jest kur** mój telefon". Tak wszystkie trzy znalazły się pod łóżkiem, choć nie wiem dlaczego, wieczorem były pod poduszką.... chyba... :) No mniejsza o to. W kuchni czekały świeże naleśniki:
-Czyżbyś miała tak zdolną siostrę?- odezwała się zaspana Martyna.
-Ta bardzo..-odpowiedziała równie zaspanym głosem Patrycja. No jej mama jest taka kochana, że zrobiła nam śniadanko przed wyjściem do pracy.
-Czekajcie zadzwonię do niej, żebym nie wyszła na tak wyrodną córkę-zaśmiała się Patrycja i chwyciła za telefon.
-O kur**, Marcin dzwonił, 8 razy. :)-zaśmiałyśmy się.-zadzwonię później, teraz dam znać mamę, że Karolina zdarła nas z łóżka.-po tym nacisnęła zieloną słuchawkę- Cześć Mamuś, kocham Cię-mówiła z uśmiechem na twarzy
-My też, my też-darłyśmy się z Martyną do słuchawki. Patrycja rozmawiała jeszcze przez chwilę, ale chyba nie skończyło się zbyt miło bo usłyszałyśmy kilka ostatnich słów
-No mamo, czy nie jest już czas żeby została sama?....No ale nie mogę jej do jakiejś koleżanki odprowadzić?-wyglądało, że nie bo gdy tylko się rozłączyła się z jej twarzy znikną uśmiech, a pojawiła się jednoznaczna złość. Po skończonej rozmowie Patrycja weszła do kuchni.
-No zajebi****, dzisiaj nigdzie nie wyjdę do 20 bo muszę z Karoliną siedzieć...-była tak wkurzona, że prawie rozbiła kubek stawiając go na stół.Zaraz po tym, po raz kolejny odezwał się jej telefon. Odebrała i wyszła do innego pokoju. Rozmawiała z jakieś 20 minut, my w tym czasie ładnie posprzątałyśmy po śniadaniu. Po chwili po raz kolejny w kuchni pojawiła się Patrycja, tym razem trochę mniej zdenerwowana.
-No dziewczyny, ruszać tyłki i się szykować za godzinę wychodzimy.-powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-A ja, a ja. Chyba mnie tu nie zostawisz-zza ściany wybiegła Karolina.
-Nie ty też się szykuj, i więcej nie podsłuchuj bo nie wiem co ci zrobię, ale wiem, że będzie boleć- jeszcze chwilę się kłuciły, a potem wszystkie trzy ruszyłyśmy do łazienki. Tam każda zajęła się czym innym, ja prostowałam włosy, Martyna się malowała a Patrycja suszyła włosy. Potem poszłyśmy po ciuchy i każda po kolei się przebrała.
-Czy mogę wiedzieć, gdzie idziemy?-zapytałam, choć trochę się bałam, zła Patrycja to zagrożenie.
-Oczywiście, ruszamy do galerii- odpowiedziała z uśmiechem na twarzy. Już jej przeszło jak dobrze. Szybko ubrałyśmy kurtki i buty, Patrycja pomogła Karolinie i wyszłyśmy.  Na miejscu byłyśmy po 20 minutach.
-I co teraz będziemy robić nie chce mi się łazić z wami po sklepach-marudziła Karolina.
-No przecież wiem, nie idziemy do sklepów- rzuciła Patrycja i poszłyśmy w stronę placu zabaw.
-Więc plan jest taki Karolina lecisz się bawić a my ruszymy do KFC i zaraz tu przyjdziemy.-wyjaśniła wszystko dobra siostra. Zostawiłyśmy małą z jej koleżankami i ruszyłyśmy po coś do jedzenia. Szybko zamówiłyśmy i czekałyśmy przy kasie.
-Zapomniałam powiedzieć wam o jeszcze jednej sprawie.-ciągnęła brunetka. -Nie będziemy same. Przyjdzie też Marcin.-przerwała na chwilę-Tak wiem, że się bardzo cieszycie.-no cóż czy się cieszymy sama nie wiem, ale i tak już nic nie mamy do gadania więc wzięłyśmy swoje pudełeczka z fast foodem  i ruszyłyśmy w stronę ławki przed placem zabaw.
-To ja po niego pójdę i zaraz wrócimy-powiedziała i ruszyła w stronę wyjścia. Do Martyny zadzownił telefon. Rozmawiała przez chwilę a na jej twarzy pojawiał się coraz większy uśmiech.
-Nie wierzę, ty też nie uwierzysz- mówiła, ciesząc się coraz bardziej-Do mojej mamy zadzwonili ze szkoły. Na początku wystraszyła się i wgl, że może ja coś zrobiłam,ale ta cała sekretarka czy ktoś tam kto dzwonił, no mniejsza o to. Powiedziała, że nasza szkoła zbankrutowała i na dodatek sanepid kazał ją zamknąć, ale żeby nie przerywać nam tej nauki i wgl, przeniosą nas do tych dwóch pozostałych szkół i mnie przenoszą do waszej :)-przez chwilę nie mogłam w to uwierzyć, kiedy to wszystko do mnie doszło cieszyłam się jak nigdy do tąd, śmiałyśmy się przez dobre 10 minut, ale musiałyśmy się uspokoić bo ludzie patrzyli na nas jak na jakieś niezbyt normalne. Po chwili przyszła Patrycja z Marcinem. Widać było, że są naprawdę w sobie zakochani, szli objęci i tacy radośni para jak z obrazka.  Uświadomiłyśmy sobie, że to pewnie pierwsze ich wspólne wyjście na miasto. Podeszli do ławki, nie wiedziałam jak mam się przywitać w końcu to nasz były trener więc postawiłam na :
-Dzień dobry- i uśmiechnęłam się, potem tak samo przywitała się Martyna.
-Cześć dziewczyny-spokojnie odpowiedział Marcin. Potem nie uważaliśmy na "pan" tylko mówiłyśmy normalnie. Widać, że nie miał nic przeciwko temu. Rozmawialiśmy, śmieliśmy się. Czas zleciał strasznie szybko i trzeba było się zbierać. Po raz kolejny zgodnie ubraliśmy kurtki i udaliśmy się do wyjścia. Będąc w połowie drogi Patrycja przypomniała sobie, że o czymś zapomniała. Tak tym czymś a raczej kimś była Karolina.
-Ku***, będę miała przejeb***, wy idźcie ja po nią pobiegnę- słowa zamieniła w czyny, szybko ruszyła po siostrę. A my rozeszliśmy się po swoich domach. Jutro już niedziela i trzeba wracać do Londynu, tym razem będę tam jechać z radością w końcu nie jadę tam sama :).

Dziś obudziłam się ze świadomością, że w końcu PIĄTEK, na który tyle czasu czekałam. Dzień stał się jeszcze piękniejszy kiedy dowiedziałam się, że pani od polskiego jest chora i do domu wylecimy o 13,  a nie o 17 :D To naprawdę coś pięknego. Po zajęciach wpadłam do pokoju po walizkę i razem z dziewczynami ruszyłyśmy do autobusu. Po drodze natknęłam się na Kacpra:
-O cześć Martyna ;)- nawet nie myślałam, że zapamięta moje imię a jednak ja również się z nim przywitałam i Kacper poszedł do kolegów.
-Kacper, Kacper czekaj ... !!!-darł się jakiś debil i biegł trącą  wszystkich barkiem. Nie obeszło się żeby nie uderzył mnie, wywaliłam  walizkę na ziemię, otworzyła się i ledwo upachane rzeczy wypadły na ziemię.
-KRETYN- krzykłam, kiedy ten nawet nie zwrócił na mnie uwagi i poszedł do kolegi. Tym kretynem okazał się Filip.. Jakieś 5 minut zajęło mi zbieranie rzeczy i powrotne wepchnięcie ich do walizki.
-Idź ją chociaż przeproś-nalegał Kacper. Słyszałam wszystko bo niestety szłam za nimi.
-O jeny nic jej się przecież nie stało, korona jej z głowy nie spadła przecież to tylko kilka bluzek....-bronił się Filip
-Jak chcesz.- rzucił Kacper i poszedł do przodu zostawiając kolegę samego. Ten odwrócił się i suprise, był tak zaskoczony, że cały czas byłam za nimi, że się biedny zarumienił.
-I co teraz powinienem Cię przerosić?-zapytał, robiąc się coraz bardziej czerwony na twarzy.
-Rób co chcesz, i tak zdania nie zmienię kretynem zawsze będziesz w moich oczach-powiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
-No przepraszam, ale...
-Tak wiem przecież nic mi nie jest, korona z głowy nie spadła-powiedziałam od niechcenia i wsiadłam do autobusu. Tam usiadłam z dziewczynami, i szybko ruszyliśmy na lotnisko. Na miejscu byliśmy po 20 minutach. Szybki wypad z autobusu i na samolot. Nasza punktualność jest niesamowita, kolejny raz wpadliśmy tuż przed wylotem. Szybko wsiedliśmy do maszyny i wylecieliśmy. Podróż minęła strasznie szybko, na miejscu byliśmy o 18. Tam czekał tato. Przywitałam się i pojechaliśmy do domu. Tam wpadłam przywitałam się z mamą, wzięłam potrzebne rzeczy i do Patrycji. Po drodze zgarnęłam Martynę i szybkim krokiem ruszyłyśmy. Po drodze zahaczyłyśmy o jakiś sklep i kupiłyśmy słodkości na tak ciekawie zapowiadającą się noc. Drzwi domu otworzyła sama Patrycja.
-Hej -powiedziałyśmy po kolei i weszłyśmy do mieszkania. Misiek na przywitanie i poszłyśmy do jej pokoju. Na biurko rzuciłyśmy nasze rzeczy i zajęłyśmy jej łóżko, ona usadowiła się na fotelu.
-No jak tam dziewczynki- przywitała nas jej mama, która weszła do pokoju.
-Dobrze, dobrze-miło odpowiedziałyśmy  i jeszcze chwilę z nią porozmawiałyśmy. Potem jej mama wyszła z pokoju i zaczęło się:
-No to teraz mów, nie wymigasz się- mówiłyśmy jedna przez drugą.
-Spokojnie, zaraz wam wszystko opowiem, ale najpierw powiedzcie jak u was i wgl? :)
-Nie zmieniaj mi tu tematu, tylko gadaj-przerwała jej Martyna.
-Ale jak mogłaś z nim, dlaczego właśnie z nim, przecież on ma żonę i syna-powiedziałam, choć gdzieś w głębi duszy się jej nie dziwiłam w końcu Marcin jest taki przystojny.
-Już nie ma, przecież nie związałabym się z żonatym mężczyzną, chyba....-i przez chwilę nastała cisza którą Martyna przerwała chrupaniem chipsów, wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
-Ile jeszcze mamy czekać? -powtórnie zaczęła temat Martyna.
-No dobra, będę już to miała za sobą. No więc miał być trening, ale przez cały dzień Marcin chodził jakiś przygnębiony. No nic na trening przyszłam tylko ja. Było tak dziwnie, nieswojo, to nie ten sam Mraśny co zawsze. Więc po prostu zapytałam się co się stało. Zaprosił mnie do ich pokoju, bo nie chciał rozmawiać o tym tak na boisku. Zgodziłam się, choć było to dla mnie wielkim szokiem bo myślała, że powie mi, że nic się nie stało. Jednak nie. Usiedliśmy, do szklanek nalał wody cytrynowej. W pewnej chwili po jego policzku zaczęła spływać łza. To było takie rozczulające, pierwszy raz widziałam płaczącego mężczyznę. "Jest aż tak źle" po raz kolejny zadałam mu pytanie nie patrząc na to czy wypada czy nie. "Wzięła ze mną rozwód rozumiesz i Wojtusia zabrała" tak po prostu się rozwiodła, nie mogłam tego zrozumieć, był takim wspaniałym człowiekiem, opiekuńczym i wyrozumiałym. "powiedziała, że ta miłość już wygasła, zapewniała, że nie zdradziła, obiecała, że nie zabroni mi widywać się z synem będę mógł zabierać go na weekend i część wakacji" kiedy to mówił łzy leciały mu coraz bardziej. Był taki podłamany. Z plecaka wyciągnął małą wódkę. Powiedział,że miał wypić ją w domu, ale jeśli już tutaj jesteśmy to co to za różnica. "Chcesz też" zapytał z uprzejmości, chyba zapomniał, że jestem jego uczennicą. Ja nie miałam ochoty się upijać, więc podziękowałam. Jemu też zaczęłam robić kazanie, że alkoholem niczego nie załatwi a tym bardziej nie zapełni nim pustki. Ten mnie nie słuchał wypił kieliszka potem drugiego, już sięgał po trzeciego jednak ja wyrwałam mu go z ręki. "Przestań, nie widzisz,że cierpię, oddaj mi go". Rozumiałam go ale przecież nie dam mu się upić tym bardziej tu w szkole. Kieliszka mu nie oddałam, i nie wiedziałam co mam robić patrzyłam jak siedzi zmartwiony i zapłakany. Podeszłam i przytuliłam go, tak po prostu. Nie wiedziała jak on się zachowa, jednak odwzajemnił mi uścisk. Siedzieliśmy tak przytuleni z dobre 5 minut. Nie mogłam się oderwać, widziałam, że on też tego nie chce. W pewnej chwili nawet nie wiem kiedy nasze wzroki zbiegły się ii...- w tym momencie Patrycja przerwała na chwilę...
- i co, i co -mówiła coraz bardziej zniecierpliwiona Martyna. Patrycja wzięła łyk soku i mówiła dalej.
-no jego usta, złączyły się z moimi. Bałam się, tego, że w pewnym momencie się obudzę. Czułam się jak w jakimś śnie. Jejku jak on całuje, bajka po prostu. Nigdy  nie doznałam czegoś piękniejszego. Potem sprawy potoczyły się już same. Nawet nie wiem jak wylądowałam w jego mieszkaniu, a potem w jego łóżku. Ta noc była czymś, czego nie da się opisać. Rano obudziły mnie promienie słońca wpadające do ich sypialni. Marcin poszedł do pracy do szkoły. Ja pozbierałam się i na stole zostawiłam kartkę "DZIĘKUJĘ ZA WSPANIAŁĄ NOC, JEŚLI COŚ PAMIĘTASZ, A JA NIE BYŁAM TYLKO TWOIM POCIESZENIEM TO ZADZWOŃ" pod spodem napisałam numer telefonu.
-I co zadzwonił-teraz ja wyrwałam się z moją ciekawością.
-Tak zadzwonił, i teraz jesteśmy razem, tylko najgorsze jest to, że musimy się ukrywać, bo w końcu to mój nauczyciel.
-Jeju jakie to romantyczne-mówiła Martyna a ja tylko przytakiwałam. To naprawdę coś wspaniałego, nie okazał się jakimś dupkiem który przespał się z nią tylko dla pocieszenia.
-dobra, dobra to co teraz robimy? - przerwała nasze rozmyślenia Patrycja. Postawiłyśmy na jakieś komedie romantyczne. Oglądałyśmy chyba do 3 w nocy, a potem padłyśmy z przemęczenia i przesłodzenia taka porcja jedzenia nie działa na nas dobrze :)

Poniedziałek zaczął się strasznie -.- Deszcz wciąż lał. na dodatek dziewczyny patrzyły na mnie z taką nie chęcią zresztą tak samo się do mnie odzywały. Dobra rozumiem wczoraj nie byłam zbyt miła ale bez przesady.  Nie chcą to nie ja ich zmuszać nie będę. Na zajęcia nie chciało mi się iść jak nigdy. Ubrałam dresy i adidasy, włosy związałam w kucyka. Lekcje wlokły się jak nigdy po 7 miałąm wrażenie jakbym tam cały dzień siedziała. Po obiedzie wróciłam do pokoju. Na szczęście złość dziewczyn trochę opadła i zachowywały się dość normalnie. Dzisiaj pierwsze zajęcia z tańca. Z naszego pokoju idzie też Olka -.- Ona pierwsza wlazła do łazienki. Czas leciał, ja już wszystko sobie naszykowałam i tylko czekałam aż stamtąd wyjdzie. A ona siedziała tam już chyba z godzinę jak nie więcej:
-Czy mogłabyś ruszyć swoją szanowną dupę?!!!- mówiłam ciągle stukając w drzwi...
-Jeszcze nie jestem gotowa, paznokcie piłuję..-odpowiedziała swoim jakże milutkim głosem
-Ty jesteś jakaś popie*******??? wyjdź i tu sobie piłuj te zasrane paznokcie....- nie było szans żeby stamtąd wyszła..... Zostało 20 minut do wyjścia, ja też musiałam się trochę ogarnąć.. Wzięłam swoje rzeczy i poszłam do dziewczyn obok. One niestety też się szykowały do wyjścia i łazienkę miały zajętą.  Zostało mi tylko jedno wyjście iśc do chłopaków. Spokojnie zapukałam do drzwi
-Proszę-usłyszałam całkiem miły głos chłopaka.
-Cześć mogę skorzystać z łazienki, bo śpieszę się a u nas zajęta-kiedy tam stałam widziałam tylko jeden wielki syf. Myślałam, że to u nas to u nas jest masakra a tu prosze :D
-No pewnie, tylko Filip wyjdzie-odpowiedział brunet.
-Dzięki, tak wogóle jestem Martyna
-Spoko, ja Kacper miło poznać- odpowiedział i uśmiechną się, ja też odpowiedziałam mu uśmiechem. Z łazienki wyszedł Filip wmurowało mnie w podłogę......to był chłopak z biblioteki.
-O śpiąca królewna nie w łóżeczku? A jeśli dobrze pamiętam to nie ma jakiegoś zakazu czy coś ??-ta Filip to również chłopak, którego wywaliłam z naszego pokoju..
-Weź się zamknij kretynie!!-Kacper stanął w mojej obrnie
-Masz już wolną łazienkę, i nie prejmuj się nim :)
-Nie przejmuje się takimi dupkami jak on i dzięki- odpowiedziałam i weszłam do łazienki, gdzie też był cholerny syf. Szybko uczesałam się i poprawiłam makijaż.
-Dzięki Kacper, ja zmykam-zwróciłam się do bruneta.
-Nie ma sprawy wpadaj częściej-odpowiedział. Już chwytałam za klamkę kiedy swoje trzy grosze musiał dorzucićFilip
-A mi t już nie podziękujesz  ???? -zaczął swoim wrednym tonem.
-A tobie niby za co ?
-A kto ci w bibliotece godzinę podał ? -ciągnął z uśmiechem na twarzy
-No tak jakże mogłam zapomnieć, dziękuję. Przecież zakłuciłam twoje skupienie, które pewnie rzadko się zdarza. Ale jeśli dobrze pamiętam to ty mi powinieneś dziękować, bo jeśli bym wtedy nie podeszła pewnie nie pomyślałbyś żeby godzinę sprawdzić i byś się jeszcze bardziej spóźnił.
-Och jakaś ty pamiętliwa, więc dziekuję pani bardzo.
-Jak widać nie tylko ja jestem  pamiętliwa. -Rozmowa zapewne ciągła by się jeszcze gdybym nie przypomniała sobie, że śpieszę się. Otworzyłam drzwi i na pożegnanie rzuciłam jakże miłe "NIE MA ZA CO"i wyszłam. Potem wpadłam do pokoju po torbę i biegiem na salę. Zajęcia trwały ok 1.5 godziny. Dzisiaj większość czasu rozmawialiśmy jakie są plany na prowadzenie zajęć, i uczyliśmy się jakiś podstawowych kroków. Podsumowując nic ciekawego. W pokoju byłam pierwsza, więc tym razem to ja zajęłam łazienkę. Po chwili przyszła Olka.
-Ale jestem zmęczona-żaliła się do dziewczyn. One oczywiście jej nie słuchały i nadal zajmowały się swoimi sprawami.
-Idę pod prysznic-ciągnęła dalej Olka, myśląc że ktoś jej słucha.
-Zajęte-z niechęcią powiedziała Julka.
-To chyba żarty-powiedział. Po chwili zaczęła stukać do drzwi i drzeć się :"NO SZYBCIEJ, POŚPIESZ SIĘ,RUSZ DUPSKO" i tak w kółko.
-Coś mówiłaś  bo nie słyszałam, paznokcie piłuję.-rzuciłam, naprawdę siedziałam sobie nic nie robiąc, ale przecież zemścić się trzeba.
-Ej no to nie jest zagranie poniżej pasa-ciągła swoim piskliwym głosem.
-Oj no nie marudź, dasz radę, jeszcze tylko 9 paznokci i brewki do wyregulowania.- mówiłam ledwo powtrzymując się od śmiechu. Słyszałam tylko jak wychodząc trzasła drzwiami za sobą, a zaraz po tym wybuch śmiechu dziewczyn. Wyszłam z łazienki i śmiałam się razem z nimi. Potem chwyciłam za telefon Miała nieodebrane połączenie od Patrycji, więc szybko odzwoniłam. Migiem po drugiej stronie usłyszałam jej śmiech i jakże radosne
-Witam Martyno:D
-A tobie co, że taka szczęśliwa ?
-Nic, nic-mówiła ze śmiechem w głosie, a w oddali słyszałam jakiś męski głos
-Patrycja chodź tu, kończ już. -to był całkiem znajomy męski głos :o
-Widzisz muszę kończyć, obowiązki wzywają, pa -i zaraz po tym rozłączyła się. No to mamy zagadkę dnia kto był z Patrycją :D No nic musiałam odrobić lekcje. Potem do pokoju weszła Olka:
-Paznokcie wypiłowane? -znów zaczęła
-Tak bardzo dokładnie-odpowiedziałam, coś tam jeszcze bełkotała pod nosem ale już jej nie słuchałam. Kiedy skończyłam lekcje zadzwonił telefon nikt inny jak Patrycja.
-No teraz się tłumacz-zaczęłam kiedy tylko odebrałam
-Ale nie wiem o co ci chodzi Martynko- odpowiedziała nadal się śmiejąc
-Jak to nie wiesz, z kim ty się szlajasz? :D
-A to, to na treningu byłam.
-Tak tak na treningu o 21:30. Dobra to już wiem że z Mraśnym byłaś :)
-No na treningu, serio
-O to wiedzę, że pan Marcin zaczą robić indywidualne treningi. Czy wy.....?
-Oj przestań. Kiedy będziesz w domu ?
-W piątek
-Dobra to wpadnij do mnie to ci wszystko opowiem.
-Ale, że wy razem ? :o
-Do piątku papa :* - i nie usłyszałam odpowiedzi na tak ważne pytanie, ale coś mi się wydaje że mam rację. No cóż dowiem się w piątek. A teraz trzeba spać. Powiedziałyśmy sobie zgodnie dobranoc, zgasiłyśmy światło i spanko :D

 W Londynie  zastał nas deszcz niezbyt ciekawa pogoda :/  W szybkim tempie wszyscy wsiedli do autobusu i pojechaliśmy do szkoły. Było już późno, a mnie na dodatek rozbolała głowa -.- W stołówce czekała kolacja. Ja jednak zostałam w pokoju Poszła do łązienki, wykąpałam się. Telefon do rodziców, że wszystko w porządku, i położyłam się do łóżka. Przez okno widziałam jak deszcz pada coraz mocniej, a po szybie spływają jego krople. Już zasypiałam kiedy do pokoju wlazły dziewczyny z jakimiś chłopakami. Myślałam, że je ubije. Darły się jak naćpane. Wyłoniłam się z pod ciepłej kordełki .
-Czy mogłybyście być choć trochę ciszej?! A poza tym chyba chłopacy nie mogą włazić do naszych pokoi?- byłam taka wkurwiona, że mogłabym ich wszystkich rozszarpać. Nawet nie wiem dlaczego, pewnie normalnie nie miałabym nic przeciwko chłopaków w naszym pokoju i długich, głośnym rozmów.
-Dobra już idziemy śpiąca królewno- rzucił któryś z chłopaków nawet nie wiem kto to.
-Spier*****.... - wyciągnęłam słuchawki z pod poduszki, włączyłam jakąś piosenkę i odwróciłam się w drugą stronę. Chłopacy wyszli nawet nie wiem kiedy, jakoś mało mnie to interesowało.. Potem słyszałam tylko jak któraś tłucze się w łazience. Jeszcze przez chwilę słyszałam muzykę i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

W sobotę wstałam o 12. Tak jak na mnie to dość normalne. Oczywiście zapomniałam, że na 13 umówiłam się z Martyną i musiałam dzwonić żeby ją poinformować, iż będę później xd Ganiałam po domu jak głupia, szukając jakiś ciuchów. Po 15 minutach przemyśleń postawiłam na rurki, bluzę i bokserkę, do tego adidasy z nike. Prostowanie włosów, i mały make-up zajęło kolejne pół godziny. Potem zjadłam śniadanie, wprawdzie był to już obiad. Pogadałam trochę z siostrą, potem z mamą. Była już 14, wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy i tato odwiózł mnie do Martyny. Podjechaliśmy pod jej dom. Czekała na mnie na schodach. "Dzięki  tatuś"-rzuciłam szybko i wysiadłam z auta. "No jesteś w końcu"-usłyszałam na powitanie."Ja ciebie też"-odpowiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy. I zaczęły się nasze opowieści. Oczywiście jak to my zagadałyśmy się i zapomniałyśmy, że umówiłyśmy się z Patrycją. Wzięłyśmy szybko torebki i biegiem. Punkt 18 byłyśmy pod salą. Tam czekała Patrycja. "Hej Patrycja"-powiedziałyśmy ze śmiechem."Ile można czekać?"- powiedziała wkurzona."Oj na choć i już się nie złość". Potem misiek na przyjemniejsze powitanie i weszłyśmy do budynku. Od pana Adama wzięłyśmy kluczyk, z którym siedziałyśmy przez 10 minut prowadząc rozmowę. Potem do szatni, gdzie przebierałyśmy się chyba z pół godziny bo ciągle rozpraszałyśmy się rozmową. No kiedy  już każda ubrała się, poszłyśmy po moltena,. W pomieszczeniu siedział pan Marcin. Nasz dawny trener. "O dzień dobry"-powiedziałyśmy, i na zarówno naszych jak i jego twarzy pojawił się wielki uśmiech. "Dzień doby dziewczyny"-odpowiedział. Zanim poszłyśmy grać spędziłyśmy godzinę, rozmawiając z Marcinem. "To co idziemy grać"-spytała zniecierpliwiona Martyna. "No chodźmy"-powiedziałam i wzięłam piłkę."A może pójdziesz, znaczy pójdzie pan z nami?"-wydukała zestresowana Patrycja po małej wpadce. I tak wszystkie śmiałyśmy się jak opentane. "To zaraz przyjdę tylko się przebiorę"-odpowiedział. Wyszłyśmy z pomieszczenia i udałyśmy się w stronę siatki. Nadal na naszych twarzach widniał uśmiech, i nie mogłyśmy się uspokoić. Potem przyszedł Marcin i zaczęliśmy odbijać. Kiedy tak graliśmy przypomniały mi się trzy lata gimnazjum. Jak narazie to był najlepszy czas spędzony w szkole. I wszyscy zaczęliśmy wspominać. Co chwilę na myśl przychodziły coraz śmieszniejsze rzeczy.Razem z nami śmiał się pan Marcin. Niestety przyszła godzina 21 i trzeba było się zmywać. Pożegnałyśmy się z nauczycielem i wszyłyśmy. Pod salą czekała już mama Patrycji, z nią też się pożegnałyśmy i udałyśmy się w stronę domu Martyny. Nie śpieszyło się nam i były widoczne skutki. Zamiast 15 minut szłyśmy 45. Pół nocy gadałyśmy i oglądałyśmy  jakieś filmy przy większości ryczałyśmy ale to taki szczegół.W niedzielę rano tato czekał już o 8 bo dzisiaj lot trochę szybciej a chciała jeszcze trochę czasu spędzić z bliskimi. Pożegnałam się z Martyną, i pojechaliśmy do domu. Potem poszłam do kościoła z Dianą, której też musiałam poopowidać co się działo. Po mszy spotkałam kilku znajomych, z nimi też zamieniłam kilka słów i poszłam do domu. Zjadłam obiad i siedziałam z rodzicami i rodzeństwem. O 15 wyjechaliśmy na lotnisko. Byliśmy punktualnie na 17 gdzie czekali już wszyscy. Pożegnałam się z rodzicami i do samolotu.

Kolejne dni leciały strasznie szybko, nie wydarzyło się nic co mogło by przykuć uwagę. Wszystko było bardzo monotonne. Wstać, poranna toaleta, jakoś wytrzymać w szkole, wrócić i wytrzymać do wieczora albo iść na trening, wrócić, kąpiel i spać xd Na treningach po tak długiej przerwie czyli wakacjach grałam jak sierota. Już jutro do domu, w końcu. Cieszyłam się tym jak zbawieniem jakiś. W piątek rano od razu wstałam z łóżka (co było jakimś przełomem bo zawsze dziewczyny mnie z niego zdzierały), potem dość szybko się ubrałam i ogarnęłam twarz i włosy. I tym razem to ja zrobiłam dziewczyną pobudkę, która nie mogła się nie udać. Włączyłam im budzik, gdzie najlepszy jest refren "hej miśki, czas wstać! Jak można tak spać...". Wszystkie wyskoczyły jak poparzone z łóżek, a ich zdziwienie, że tym razem to ja już gotowa było rozwalające. One też dość szybko się przygotowały, i mogłyśmy iść. W drodze na stołówkę z przeciwnej strony szedł chłopak z biblioteki. Na naszych twarzach pojawiły się uśmiech, a na policzkach różowiutkie rumieńce. Kiedy przechodził obok mnie lekko szturchną mnie ramieniem i szepną cichutkie "Cześć". Ja już nie zdążyłam mu odpowiedzieć i tylko się uśmiechnęłam. Udany poranek daje udany dzień. I taki był, lekcje minęły szybko, potem obiad i musieliśmy szybko się dopakować bo zaraz na lotnisko. Potem z walizami na korytarz. Jeny ile nas jest o.0 Dopiero teraz to sobie uświadomiłam kiedy na korytarzu był taki ścisk, że ledwo co dało się przejść.  Autobus czekał już przed szkołą. Szybko do niego wsiedliśmy i na lotnisko. Tam już pędem bo na nasz lot strasznie mało czasu. Na szczęście byliśmy dokładnie na czas. Wsiedliśmy i zajęliśmy miejsca.  Czas w samolocie zleciał strasznie szybko. Potem na lotnisku we Wrocławiu czekali już rodzice. Miłe przywitanie i do samochodu. Potem już tylko do domku :)

Kolejna pobudka, przygotowanie do wyjścia, śniadanie i lekcje. Dzisiaj ubrałam rurki, bokserkę i bejsbolówkę do tego białe conversy. Włosy związałam w kucyka i lekki makijaż. Pierwsza lekcja to polski. Wszyscy zaspani, bez zapału do pracy. Potem już z górki. Lekcje minęły dość szybko, później czas dla siebie. Postanowiłyśmy pójść na miasto i może jakieś zakupy. Miasto fajne, niestety nie zdążyłyśmy dużo zobaczyć bo czas nas gonił. Za to galerię obejrzałyśmy dość dokładnie. Była ogromniasta. Moje nowe nabytki to 2 bluzki i brązowy sweter. Po powrocie do bursy trzeba było się pouczyć. Wiedziałam, że przy dziewczynach się nie skupię, więc poszłam do biblioteki. Wzięłam kilka książek i usiadłam przy stoliku. Zauważyłam, że przy stoliku obok siedzi jakiś chłopak. Nie mogłam się przyjrzeć bo zasłonił sie książką. Ja też zaczęłam czytać. Po jakiś 15 minutach zauważyłam, że chłopak pisze coś w zeszycie. Mogłam  dokładnie się przyjrzeć. Był brunetem. Całkiem fajnie wyglądał. Co chwilę spoglądał w moją stronę. Tylko najgorsze było, to że nie nic o nim nie wiedziałam i nie miałam pewności, że jest z Polski -.- Przypominiałam sobie, że czas leci a kolacja już o 19:30 szybko sięgnęłam po komórkę. Oczywiście ja i mój mózg -.- zostawiłam ją w pokoju. Zostało mi tylko jedno zapytać się bruneta o godzinę. Z niepewnością podeszłam "I'm sory :) What time is it ?" - "Słucham"- odpowiedział. Jesnyy jakie szczęście :D "Wiesz która jest godzina? "-odpowiedziałam szybko-"Czekaj bo ja sam nie wiem"- zaśmialiśmy się, wyciągnął telefon z kieszeni "o cholera już 19:35, jestem spóźniony"- no nie zasiedziałam się-"Ja też, dzięki. Narazie"- szybko odłożyłam książki na półkę, i wyszłam z pomieszczenia. Jego już też nie było. Po kolacji wytłumaczyłam wszystko pani Kasi więc nie było zbędnych przemówień. W pokoju opowiedziałam wszystko dziewczyną. Reakcja Olki mnie zaszokowała "znajdę go i będę wyrywać"- "powodzenia" rzuciłam tylko i poszłam do łazienki. Potem już tylko spać. Podsumowując dzień zaliczony na wielki + :)

A więc dobrze, że wyszłyśmy 10 minut wcześniej bo jak to ja i mój ogar, oraz ogar Julki nie mogłyśmy znaleźć sali xd Na szczęście korytarzem szedł jakiś nauczyciel podbiegłyśmy "Przepraszam wie pan może gdzie jest sala gimnastyczna? "-szybko mówiłam bo wiedziałam, że mamy juz bardzo mało czasu a widziałyśmy, że jemu też się chyba gdzieś śpieszy. " "Musicie wyjść ze szkoły, iść kawałek chodnikiem prosto a potem zobaczycie duży czaro-czerwony budynek i to właśnie nasza sala", uratował nam tyłek bo gdyby nie on szukałybyśmy jej jeszcze z pół godziny. "Dziękujemy bardzo"- powiedziałam szybko, on tylko się uśmiechnął i poszedł, my oczywiście biegiem na salę. Tam bardzo szybkie przebranie się. Widząc pozostałe dziewczyny jedną myślą jaka mi się nasuwała do głowy to "jeny nie dość,że wyglądam strasznie to jeszcze pewnie będę przy nich grała tragicznie..." no cóż nie było się kiedy wycofać. Lecimy na salę, pierwsze co zbiórka. Z pokoiku wyszedł trener, "znajoma twarz tylko nie pamiętam skąd"- powiedziałam do Julki-"głupoty gadasz gdzie mogłabyś go niby widzieć". Trudno może rzeczywiście mi się z kimś innym pomylił. Po sprawdzeniu obecności i spraw bardziej informacyjnych, przeszliśmy do  ćwiczeń. Najpierw rozciąganie, potem pobiegałyśmy sobie, a następnie przeszliśmy do gry. Podzieliliśmy się na 2 drużny i czas grać. Ja oczywiście ze stresu wszystko paliłam i wyszłam na ostatnią ciotę... Bywa... No ale co jak co wygrałyśmy jeee :D hahhaha :) Na koniec treningu okrzyk pan wymyślił coś w stylu : "Lubie-placki"  okrzyk mistrzowki. "Jeszcze zapomniałem się przedstawić a więc mam na imię Piotrek"  Wszyscy chwilę się pośmiali, i poszłyśmy do szatni. Tam zaczęłyśmy gadać razem, szczerze mówiąc myślałam, że będzie gorzej xd Wychodząc z sali natknęłyśmy się na pana Piotrka. "Widzę, że znalazłyście salę i nawet nie spóźniłyście się"- uśmiechnął się -"czyli to jednak pan, mówiłam ci Julka że skądś kojarzę " i wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Musiałyśmy zapieprzać na kolację bo nam się oberwie  xd Na szczęście zdążyłyśmy. Potem szybki prysznic i spać. Byłam taka padnięta, że zaspałam w chyba 5 minut.

Pierwszy dzień do szkoły, stres gorszy niż przed wyjazdem. Nauczyciele, towarzystwo, szkoła. Otchłań ciekawości mnie pożerała. Pobudkę mieliśmy o 6:30, a śniadanie godzinę później. Wstałam pierwsza więc łazienka moja :D Ogarnęłam się, wyprostowałam włosy i mały make-up. Na rozpoczęcie roku ubrałam się w czarną spódnicę, białą bokserkę i pudrowy sweterek. Co do butów, były to czarne koturny. Potem śniadanie i oprowadzenie po szkole. O 10 odbyło się uroczyste powitanie uczniów, przedstawienie nauczycieli i kilka słów od dyrektora. Cierpliwie wysłuchaliśmy i rozeszliśmy się do klas. Naszą wychowawczynią była pani Kasia, jak na pierwszą lekcję z nią wydawała się całkiem fajna. Powiedziała kilka słów o sobie i podała plan lekcji oraz przedstawiła zajęcia pozalekcyjne. Ja kiedy tylko usłyszałam słowo siatkówka, pierwsza się zapisałam. Poszłam też na tańce. Po 45 minutach przebytych w klasie mieliśmy 2 godziny dla siebie, potem miały odbyć się zajęcia integracyjne wszystkich Polskich uczniów. W wolnym czasie poszłyśmy z dziewczynami do pokoju i tam rozmawiałyśmy. Już po jednym dniu miałyśmy do siebie zaufanie i mogłyśmy gadać niemal o wszystkim. No oczywiście poza Olką ona gdzieś poszła. I dobrze . Potem się przebrałam. Ubrałam rurki, bluzkę(rękaw ¾) kremową w niebieskie paski i małą kieszonką. Do tego postawiłam na converse. Włosy 2 razy przeleciałam szczotką i byłam gotowa do wyjścia. Weszłyśmy do dużej Sali, gdzie siedziało już sporo osób. Zajęłyśmy miejsca i po krótkim oczekiwaniu zaczęły się zajęcia. Każdy miał powiedzieć coś o sobie. Trochę nam to zajęło, potem jakieś gry. Wszystko trwało jakieś 2 godziny. Potem wszyscy rozeszli się do pokoi i do wieczora czas dla siebie. Ja jednak nie miałam go za dużo. O 18 pierwszy trening. Pół godziny na przygotowanie się, trzeba było się sprężać na dodatek łazienkę dzieliłam z Julką ona też się zapisała na siatkówkę. To nawet dobrze bo nie byłam sama. Przebrałam tylko bluzkę na jakąś luźniejszą, włosy związałam w kucyka, bluza do ręki, spakowany sprzęt do torby z NIKE i gotowa do wyjścia :D
Na miejscu czekali już Polscy wychowawcy. Po przyjściu do sali podzielili nas na 4 osobowe grupy w jakich będziemy w pokoju. Ja byłam z Julką, Zuzą i Olką. Po kolacji poszłyśmy do pokoi. Nasz był całkiem ładny i przytulny. Na ścianach w formie tapety przyklejone były czarno-białe gazety, 2 piętrowe łóżka, czarny stolik i 4 białe krzesła. Z boku stały 2 całkiem duże szafy. Wszystko wyglądało całkiem nowocześnie. Ja zajęłam górę łóżka przy oknie. Pode mną spała Julka. Co do dziewczyn Julka i Zuza były całkiem fajne, gorzej z Olką co o niej hmm, krótko mówiąc PLASTIK IS FANTASTIC  :d. Po rozpakowaniu się, postanowiłyśmy zrobić obczjkę, kto ma inne pokoje. Oczywiście Olka wolała zostać w pokoju i jak to ona nazywała szlifować swój wygląd bo ma zamiar wyrywać. Hahahha spoko przynajmniej dupy ni truła. A właśnie nasz pokój miał numer 13. Obok nas pokój miały Klaudia, Ulka, Natalia i Agata. Co do nich dało się znieść. Po prawej stronie lokum zajmowali chłopacy. Jednak ani my, ani oni nie mieliśmy wstępu do siebie. Zdaniem nauczycieli nie chcieli mieć żadnej wpadki na początku roku potem być może będziemy mogli się odwiedzać haha. Po tak zawanej obczajce wróciłyśmy do pokoi, tam każda z nas złapała za telefon i zaczęły się rozmowy. Ja najpierw zadzwoniłam do rodziców, opowiedziałam i o wszystkim. Potem wykonałam telefon do Martyny. Zżerała mnie ciekawość jak jest u niej. ” No dawaj opowiadaj”- powiedziałam kiedy tylko usłyszałam jej głos po drugiej stronie słuchawki. „Oświadczam iż jest super, dziewczyny z pokoju świetne, a chłopacy zajebi***”-i obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Potem ja opowiedziałam co u mnie i trzeba było kończyć bo zaraz mieli chodzić nauczyciele i sprawdzać czy jest spokój. Potem wykąpałam się i położyłam do łóżka a potem już tylko spanko. :D
Wakacje mijały szybko jak nigdy. Starałam się z nich korzystać najlepiej jak mogę. Najczęściej spotykałam się z Martyną. Czasem przyjeżdżałam na salę gdzie byłą też Martyna i Patrycja i pykałyśmy sobie w siatkówkę. Z  Martyną nie rozmawiałyśmy a raczej starałyśmy się nie rozmawiać o roku szkolny. Jednak obie byłyśmy strasznie go ciekawe. Wyjazd zbliżał się dużymi krokami. Końcem sierpnia wybrałam się z rodzicami nad morze, żeby się sobą nacieszyć. Do wyjazdu zostały 2 tygodnie, ostatnie zakupy i przygotowania. Wyjazd miałam 31 sierpnia o 17:00. Małe odliczanie dni zaczęło się. Im bliżej wyjazdu tym bardziej nie chciałam tak jechać. Wolałam  zostać w jakimś LO w Bolesławcu. No trudno jakoś dam radę. 30 sierpnia był najbardziej stresujący. Dopakowywałam się, szykowałam i ciągle rozmyślałam jak tam będzie. Godzina 21, wykąpałam się i ten wieczór spędziłam z rodziną. Potem spać. Ranek był słoneczny, ale nie miałam ochoty wstać z łóżka. Mama przyszła i powiedziała, że mam już wstawać bo musimy szybciej wyjechać. Wstałam ogarnełam się, zjadłam śniadanie i ostatnie przygotowania miałam już za sobą. Wyjechaliśmy. Na lotnisku spotkałam Martynę, żegnałyśmy się chyba z pół godziny oczywiście nie obeszło się bez łez. Potem trzeba było wsiadać. Wyczytali mnie z listy. Pożegnałam się z rodzicami i wsiadłam. Po 5 minutach wylecieliśmy. W samolocie większość osób już się znało. Ja założyłam słuchawki i tak do Londynu
Wyniki przyszły już po 4 dniach. Od razu zabrałam się do otwierania. Dostałam się do Londynu (drugi poziom szkół). Byłam strasznie ciekawa gdzie dostała się  Martyna. Wzięłam telefon wybrałam numer, ale za  bardzo się bałam nacisnąć zieloną słuchawkę. Zwątpiłam. Odstawiłam telefon na biurko i włączyłam  komputer. Nie minęło 5 minut kiedy ona zadzwoniła. „Gdzie się dostałaś”-szybko powiedziała kiedy odebrałam. „Londyn a ty ?”- głos mi drżał-”Proszę powiedz, że żartujesz, bo ja Berlin”-niestety nie żartowałam. Kolejny dnia w szkole byłyśmy przygnębione. Miałyśmy taką nadzieję, że dostaniemy się razem. To byłoby zbyt piękne, żeby było możliwe. Na przerwach wmawiałyśmy sobie, że będziemy widzieć się kiedy tylko będziemy w Polsce. To nie to samo. Rozryczałyśmy się jak głupie, a łzy nam płynęły strumykiem. Musiałyśmy to zaakceptować. Mamy 2 miesiące wakacji żeby się sobą nacieszyć.
Siedzieliśmy we czwórkę oglądając zdjęcia i wspominając trzy lata naszych liceum. a wszystko zaczęło się od projektu w naszej szkole. Dokładniej było tak:w naszym gimnazjum przed testami do szkoły przyszedł list informujący o 5 miejscach, do projektu wymiany uczniowskiej. ”Są trzy szkoły w różnych stopniach nauki. W dwóch pierwszych są Polskie drużyny siatkówki a w trzeciej koszykówki.”- czytała pani dyrektor  a my słuchałyśmy dalej- „Pierwsza szkoła jest w Niemczech dokładniej w Berlinie, druga w Londynie a trzecia w Moskwie.”-popatrzyłyśmy się na siebie. Byłam tego ciekawa. Dyrektorka spytała kto jest chętny. Potem podeszła do naszej ławki. Popatrzyła  na mnie i Martynę -”Mam nadzieję, że się się zgłosicie, liczę na Was, jutro dajcie mi odpowiedź”. Skończyła mówić i wyszła z klasy. Chciałam tam pojechać. Obawiałam się jednego, że nie dostaniemy się do jednej szkoły, a odwrotu już nie będzie. Ryzyko jest ale projekt super. Rozmawiałam z rodzicami na początku nie byli zadowoleni, ale potem jakoś ich przekonałam. W końcu co dwa tygodnie będę przyjeżdżać do domu wiec luz. Na następny dzień zapisałyśmy się. Po testach kompetencji wysłałyśmy zgłoszenia. Stresowałam się chyba jak nigdy bo wiedziałam, że odwrotu niestety nie  będzie.
Cześć mam na imię Martyna. Tutaj został przeniesiony mój wcześniejszy blog http://lolondo.blogspot.com/ na którym niestety pojawił się wirus. Historia opisywana jest wytworem mojej wyobraźni. Więc zapraszam do czytania ! :D