środa, 27 lutego 2013


Dziś obudziłam się ze świadomością, że w końcu PIĄTEK, na który tyle czasu czekałam. Dzień stał się jeszcze piękniejszy kiedy dowiedziałam się, że pani od polskiego jest chora i do domu wylecimy o 13,  a nie o 17 :D To naprawdę coś pięknego. Po zajęciach wpadłam do pokoju po walizkę i razem z dziewczynami ruszyłyśmy do autobusu. Po drodze natknęłam się na Kacpra:
-O cześć Martyna ;)- nawet nie myślałam, że zapamięta moje imię a jednak ja również się z nim przywitałam i Kacper poszedł do kolegów.
-Kacper, Kacper czekaj ... !!!-darł się jakiś debil i biegł trącą  wszystkich barkiem. Nie obeszło się żeby nie uderzył mnie, wywaliłam  walizkę na ziemię, otworzyła się i ledwo upachane rzeczy wypadły na ziemię.
-KRETYN- krzykłam, kiedy ten nawet nie zwrócił na mnie uwagi i poszedł do kolegi. Tym kretynem okazał się Filip.. Jakieś 5 minut zajęło mi zbieranie rzeczy i powrotne wepchnięcie ich do walizki.
-Idź ją chociaż przeproś-nalegał Kacper. Słyszałam wszystko bo niestety szłam za nimi.
-O jeny nic jej się przecież nie stało, korona jej z głowy nie spadła przecież to tylko kilka bluzek....-bronił się Filip
-Jak chcesz.- rzucił Kacper i poszedł do przodu zostawiając kolegę samego. Ten odwrócił się i suprise, był tak zaskoczony, że cały czas byłam za nimi, że się biedny zarumienił.
-I co teraz powinienem Cię przerosić?-zapytał, robiąc się coraz bardziej czerwony na twarzy.
-Rób co chcesz, i tak zdania nie zmienię kretynem zawsze będziesz w moich oczach-powiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
-No przepraszam, ale...
-Tak wiem przecież nic mi nie jest, korona z głowy nie spadła-powiedziałam od niechcenia i wsiadłam do autobusu. Tam usiadłam z dziewczynami, i szybko ruszyliśmy na lotnisko. Na miejscu byliśmy po 20 minutach. Szybki wypad z autobusu i na samolot. Nasza punktualność jest niesamowita, kolejny raz wpadliśmy tuż przed wylotem. Szybko wsiedliśmy do maszyny i wylecieliśmy. Podróż minęła strasznie szybko, na miejscu byliśmy o 18. Tam czekał tato. Przywitałam się i pojechaliśmy do domu. Tam wpadłam przywitałam się z mamą, wzięłam potrzebne rzeczy i do Patrycji. Po drodze zgarnęłam Martynę i szybkim krokiem ruszyłyśmy. Po drodze zahaczyłyśmy o jakiś sklep i kupiłyśmy słodkości na tak ciekawie zapowiadającą się noc. Drzwi domu otworzyła sama Patrycja.
-Hej -powiedziałyśmy po kolei i weszłyśmy do mieszkania. Misiek na przywitanie i poszłyśmy do jej pokoju. Na biurko rzuciłyśmy nasze rzeczy i zajęłyśmy jej łóżko, ona usadowiła się na fotelu.
-No jak tam dziewczynki- przywitała nas jej mama, która weszła do pokoju.
-Dobrze, dobrze-miło odpowiedziałyśmy  i jeszcze chwilę z nią porozmawiałyśmy. Potem jej mama wyszła z pokoju i zaczęło się:
-No to teraz mów, nie wymigasz się- mówiłyśmy jedna przez drugą.
-Spokojnie, zaraz wam wszystko opowiem, ale najpierw powiedzcie jak u was i wgl? :)
-Nie zmieniaj mi tu tematu, tylko gadaj-przerwała jej Martyna.
-Ale jak mogłaś z nim, dlaczego właśnie z nim, przecież on ma żonę i syna-powiedziałam, choć gdzieś w głębi duszy się jej nie dziwiłam w końcu Marcin jest taki przystojny.
-Już nie ma, przecież nie związałabym się z żonatym mężczyzną, chyba....-i przez chwilę nastała cisza którą Martyna przerwała chrupaniem chipsów, wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
-Ile jeszcze mamy czekać? -powtórnie zaczęła temat Martyna.
-No dobra, będę już to miała za sobą. No więc miał być trening, ale przez cały dzień Marcin chodził jakiś przygnębiony. No nic na trening przyszłam tylko ja. Było tak dziwnie, nieswojo, to nie ten sam Mraśny co zawsze. Więc po prostu zapytałam się co się stało. Zaprosił mnie do ich pokoju, bo nie chciał rozmawiać o tym tak na boisku. Zgodziłam się, choć było to dla mnie wielkim szokiem bo myślała, że powie mi, że nic się nie stało. Jednak nie. Usiedliśmy, do szklanek nalał wody cytrynowej. W pewnej chwili po jego policzku zaczęła spływać łza. To było takie rozczulające, pierwszy raz widziałam płaczącego mężczyznę. "Jest aż tak źle" po raz kolejny zadałam mu pytanie nie patrząc na to czy wypada czy nie. "Wzięła ze mną rozwód rozumiesz i Wojtusia zabrała" tak po prostu się rozwiodła, nie mogłam tego zrozumieć, był takim wspaniałym człowiekiem, opiekuńczym i wyrozumiałym. "powiedziała, że ta miłość już wygasła, zapewniała, że nie zdradziła, obiecała, że nie zabroni mi widywać się z synem będę mógł zabierać go na weekend i część wakacji" kiedy to mówił łzy leciały mu coraz bardziej. Był taki podłamany. Z plecaka wyciągnął małą wódkę. Powiedział,że miał wypić ją w domu, ale jeśli już tutaj jesteśmy to co to za różnica. "Chcesz też" zapytał z uprzejmości, chyba zapomniał, że jestem jego uczennicą. Ja nie miałam ochoty się upijać, więc podziękowałam. Jemu też zaczęłam robić kazanie, że alkoholem niczego nie załatwi a tym bardziej nie zapełni nim pustki. Ten mnie nie słuchał wypił kieliszka potem drugiego, już sięgał po trzeciego jednak ja wyrwałam mu go z ręki. "Przestań, nie widzisz,że cierpię, oddaj mi go". Rozumiałam go ale przecież nie dam mu się upić tym bardziej tu w szkole. Kieliszka mu nie oddałam, i nie wiedziałam co mam robić patrzyłam jak siedzi zmartwiony i zapłakany. Podeszłam i przytuliłam go, tak po prostu. Nie wiedziała jak on się zachowa, jednak odwzajemnił mi uścisk. Siedzieliśmy tak przytuleni z dobre 5 minut. Nie mogłam się oderwać, widziałam, że on też tego nie chce. W pewnej chwili nawet nie wiem kiedy nasze wzroki zbiegły się ii...- w tym momencie Patrycja przerwała na chwilę...
- i co, i co -mówiła coraz bardziej zniecierpliwiona Martyna. Patrycja wzięła łyk soku i mówiła dalej.
-no jego usta, złączyły się z moimi. Bałam się, tego, że w pewnym momencie się obudzę. Czułam się jak w jakimś śnie. Jejku jak on całuje, bajka po prostu. Nigdy  nie doznałam czegoś piękniejszego. Potem sprawy potoczyły się już same. Nawet nie wiem jak wylądowałam w jego mieszkaniu, a potem w jego łóżku. Ta noc była czymś, czego nie da się opisać. Rano obudziły mnie promienie słońca wpadające do ich sypialni. Marcin poszedł do pracy do szkoły. Ja pozbierałam się i na stole zostawiłam kartkę "DZIĘKUJĘ ZA WSPANIAŁĄ NOC, JEŚLI COŚ PAMIĘTASZ, A JA NIE BYŁAM TYLKO TWOIM POCIESZENIEM TO ZADZWOŃ" pod spodem napisałam numer telefonu.
-I co zadzwonił-teraz ja wyrwałam się z moją ciekawością.
-Tak zadzwonił, i teraz jesteśmy razem, tylko najgorsze jest to, że musimy się ukrywać, bo w końcu to mój nauczyciel.
-Jeju jakie to romantyczne-mówiła Martyna a ja tylko przytakiwałam. To naprawdę coś wspaniałego, nie okazał się jakimś dupkiem który przespał się z nią tylko dla pocieszenia.
-dobra, dobra to co teraz robimy? - przerwała nasze rozmyślenia Patrycja. Postawiłyśmy na jakieś komedie romantyczne. Oglądałyśmy chyba do 3 w nocy, a potem padłyśmy z przemęczenia i przesłodzenia taka porcja jedzenia nie działa na nas dobrze :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz